REKLAMA 83 - 120
 

CIENIE ŻYCIA 16  - 18

ROZDZIAŁ SZESNASTY 
ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY
ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Piękny las za jeziorem miał w sobie niebywałą ciszę. Dlatego każdy szelest czy dźwięk ptasiego głosiku słychać było wyraźnie. Delektowaliśmy się też zapachem jaki miał w sobie ten las sosnowy. Pozawieszane na drzewach budki lęgowe jakby kazały nam zachować ciszę, żeby ptaki mogły spokojnie wysiadywać młode. Za lasem była polana, na której biwakowali ludzie. Jak widać, można spokojnie na łonie natury spędzać urlop. A my przytuleni do siebie zajęliśmy się w końcu całowaniem, przecież miło jest w takiej scenerii okazywać sobie uczucia. Na dalszy plan zeszły problemy jakie nam ostatnio zaserwowało życie. Ale już wieczorem, kiedy siedzieliśmy na tarasie i obserwowaliśmy piękny las, przyszły nam do głowy myśli, które zasiały niepokój; co będzie jeśli nie uda nam się wygrać z Jaworkiem i jego synem?
Paweł był praktyczny i w sposób prosty rozwiązał już ten problem; to się wyprowadzimy gdzie indziej, sprzedamy mieszkanie, kupimy w innym mieście, zmienimy pracę. No tak, łatwo się mówi, ale wykonać może być trudniej. Wolałabym nigdzie się nie przeprowadzać, tu mamy poukładane życie, nie chcę Paweł nic zmieniać. Wieczór upłynął nam milusio, nocka także była cudowna, cóż więcej pragnąć, kiedy ma się obok kochaną osobę. Ranek dnia następnego przywitał nas deszczem. To co kochanie, siadamy dzisiaj do pisania, zapytałam?
Dobrze, piszemy, tylko jak to zrobić, żebyśmy sobie nie przeszkadzali, powiedział. Ja piszę w pokoju, powiedziałam, a ty gdzie się usadowisz? Pójdę zobaczyć jak się sprawy mają na dole, powiedział Paweł i z laptopem pod pachą poszedł sobie. Czas nam szybko mijał i nawet nie spostrzegliśmy jak przyszła pora na obiad. Dużo udało ci się napisać, zapytał Paweł? Sporo, a ty? Też sporo, zatem zadowoleni jesteśmy ze siebie, zapytałam? Pewnie, należy nam się relaks, to co robimy, zapytał? Przestało padać to gdzieś sobie pójdziemy tylko nie nad jezioro czy do lasu, bo tam mokro. Zadzwonił telefon Pawła. Słuchał tylko i powtarzał w kółko; aha, aha, aha. Coś się tak zaciął, zapytałam? Wyciągnął tylko rękę w geście; poczekaj chwileczkę i dalej powtarzał to swoje; aha, aha, aha. Kiedy skończył rozmawiać, spojrzał na mnie i powiedział; nie uwierzysz co się stało? Nie wiem czy uwierzę, bo jeszcze nic nie powiedziałeś konkretnego.

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Mów w końcu co się stało, nie mogłam znieść tej ciszy, która aż dźwięczała w uszach. No nie uwierzysz, Paweł stał jak skamieniały. W co mam nie uwierzyć, powiedziałam i czekałam aż Paweł wyduka te parę słów; ktoś zmasakrował tego gwałciciela i zabił. Co? - Tyle zdołałam z siebie wydusić. Inka, chyba musimy wracać? Ale dlaczego, przecież nas tam nie było? Kto ci o tym powiedział, zapytałam? Detektyw, razem z Januszem teraz siedzą na komisariacie. Ale dlaczego? To oni ponoć są podejrzani, powiedział Paweł i schował twarz w dłoniach. Paweł, ty masz z tym coś wspólnego? Coś ty wymyśliła, zdenerwował się Paweł, dlaczego miałbym coś takiego zrobić? Może twoje ego nie pozwoliło, żeby nie został ukarany ten, który miał śmiałość dotknąć twojej rodziny? Inka, przecież to absurd, pomyśl logicznie, mieliśmy inne plany niż mordowanie tego zboczeńca. No tak, chyba wpadam w paranoję. Przepraszam cię skarbie mój umysł już działa jak scenariusz do filmu sensacyjnego, jakbym zwęszyła dobry temat. To weź pod uwagę fakt, że ja jestem twoim mężem, a nie tematem na książkę, żachnął się Paweł.
Na drugi dzień jednak postanowiliśmy wracać, nie było już zagrożenia, dlatego mogłam śmiało zacząć normalnie funkcjonować. Droga się dłużyła, dlatego chciałam trochę pospać, ale Paweł nie miał zamiaru sam zostać ze swoimi myślami, dlatego musiałam zabawiać go rozmową. W trakcie podróży zrobiliśmy sobie przerwę na kawę i toaletę.W końcu dotarliśmy do domu, i pełni nadziei na spokój, położyliśmy się w końcu spać. Ranek przywitał nas dźwiękiem telefonu Pawła. Poszłam do kuchni nastawić wodę na kawę a Paweł dukał w słuchawkę te swoje aha aha aha. W końcu aha się skończyło i Paweł oznajmił mi, że mamy stawić się na komendę. A my po co, zapytałam? Tego nie wiem, ale mamy być na jedenastą. No to zjemy śniadanie i pojedziemy, powiedziałam.


ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Weszliśmy z Pawłem do budynku policji, gdzie jakaś dziwna cisza zalegała korytarze. W pokoju, w którym miał na nas czekać śledczy, było dwóch funkcjonariuszy. Jeden z nich poprosił Pawła do innego pokoju, a ja zostałam z przystojniakiem o brązowych oczach. Rozpoczęły się procedury. Kiedy wszystko już zostało spisane,i został też podpisany przeze mnie protokół, zapytałam się o Pawła; kiedy skończą? Przystojniak kazał mi zaczekać na korytarzu. Dłużyły mi się minuty, aż nie wytrzymałam i weszłam do pokoju, gdzie siedział Paweł z drugim policjantem. Pani zaczeka, jeszcze nie skończyliśmy, zagrzmiał policjant. Co tak nerwowo, przecież tylko otworzyłam drzwi - powiedziałam i posłusznie zamknęłam trochę może za głośno, ale ja też mam swoje nerwy przecież. Po dwóch godzinach do tego pokoju weszło jeszcze dwóch policjantów i za chwilę wyprowadzali w kajdankach mojego męża. Co się stało, zapytałam, pełna niepokoju i lęku? Proszę nie przeszkadzać, pani mąż jest podejrzany o zlecenie morderstwa. Zawirowało mi w głowie, opadłam z sił i osunęłam się na podłogę. Po paru minutach poczułam ból na policzku, ktoś mnie uderzył, co za cham, pomyślałam, zaraz mu oddam, ale nie miałam siły się podnieść. W końcu dostałam jakiś zastrzyk, chyba było pogotowie, bo trochę pomarańczowo było mi w oczach. Posadzili mnie na krześle wtedy zaczęłam płakać. Nie wierzyłam w winę Pawła. On był przecież ze mną parę setek kilometrów stąd, bym coś zauważyła, on zachowywał się spokojnie i naturalnie. Uświadomiłam sobie, że czeka mnie walka o męża. Musiałam zebrać siły i szybko do adwokata, tylko który to adwokat? Skąd mam wiedzieć, zawsze wszystkim zajmował się Paweł. Może Grzesiek będzie wiedział? Powoli dochodziłam do siebie, przy mnie stał policjant z brązowymi oczami. Chciałam się go zapytać co tak się gapi, ale dałam sobie spokój, nie będę z nimi zadzierać, niech to zrobi już adwokat. Może już pani wstać, zapytał? A skąd mam wiedzieć, przecież jeszcze nie próbowałam. Powoli podniosłam się z krzesła ale potworny szum w głowie nie pozwolił mi na chodzenie, zatem znowu usiadłam. Chciałabym się położyć do łóżka, powiedziałam, może mi pan zawołać taksówkę, bo do samochodu w takim stanie nie wsiądę. Po niecałej godzinie byłam już w domu i zaraz przyszła Anka. W oczach miała strach. Co się stało, opowiadaj, powiedziała, ale najpierw to się połóż do łóżka. Wszystko jej zrelacjonowałam, i zaraz Anka zadzwoniła do Grześka z pytaniem, jaki to adwokat jest moim adwokatem. Na moje szczęście Grzesiek wiedział. Więc zadzwoniłam do niego i umówiłam się na drugi dzień z rana na wizytę. Ale już dzisiaj zaczął działać, cokolwiek to znaczy. Anka zajęła się obiadem, a mi zaaplikowała jakąś tabletkę, po której spokojnie zasnęłam. Nie mam pojęcia ile spałam, a kiedy się obudziłam słyszałam głos Anki i Grześka, którzy rozmawiali w kuchni. Byłam za słaba, żeby wstać bo ciągle miałam szum w głowie, dlatego krzyknęłam, że jestem głodna. Anka zaraz przyszła do mnie z obiadem. Nie chcesz zjeść w kuchni, zapytała? Nie wiem co się dzieje, ale mam w głowie pociąg pośpieszny, powiedziałam. Zaraz zmierzę ci ciśnienie, powiedziała Anka i wyszła na chwilę i wróciła z ciśnieniomierzem. Oj kochana, powiedziała po chwili, gdzie masz tabletki na nadciśnienie? W szafce, coś nie tak, zapytałam? Dużo nie tak, powiedziała Anka i nie pozwoliła mi wstać tylko łykać tabletki i sama też od siebie coś dołożyła. Ufałam Ance, była dobrym lekarzem. W końcu znowu zasnęłam. Anka i Grzesiek zostali ze mną całą noc. Czułam się z nimi bezpiecznie. Teraz czekała mnie walka o wolność mojego męża.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW