REKLAMA 83 - 120
 

CIENIE ŻYCIA 19 - 21

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY 

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY
Napisany: 2019-05-14

Ranek zbudził mnie zapachem kawy, Paweł, przemknęło mi przez myśl. Jednakże to Anka z Grześkiem wstali i robili nam śniadanie. Poszłam do kuchni i usiadłam przy stole. Grzesiek podał mi kubek z kawą i oznajmił, że mam z rana iść do adwokata. Położył przede mną kartkę z adresem i numerem telefonu. Teraz już całkiem się przebudziłam. Świadomość tego, że czeka mnie batalia o wolność męża spowodowała, że posmutniałam w jednej sekundzie. Uświadomiłam sobie, że ganiam po kuchni tylko w bieliźnie. Więc się wydarłam na Grześka, żeby mi przyniósł z sypialni podomkę. Co tak krzyczysz, na mnie to już nie robi wrażenia, myślisz, że ja nie oglądam swojej żony w bieliźnie, Grzesiek się trochę obruszył, ale poszedł po podomkę. Po śniadaniu pod prysznic, a Anka z Grześkiem musieli iść do pracy. Poczułam się bardzo samotna i spłoszona; co ja mam robić, do tej pory to Paweł zajmował się wszystkim, nawet nie mam pojęcia czy jestem upoważniona do konta, ale chyba jestem, bo coś tam podpisywałam kiedyś. Muszę iść, pomyślałam, adwokat czeka na mnie. Było mi ciężko, bo samochód zostawiłam poprzedniego dnia na parkingu koło policji. Zostało mi zadzwonić po taksówkę. Po paru minutach byłam u adwokata. Pan adwokat dokładnie mi wyjaśnił co się stało. A więc cała trójka siedzi w więzieniu. Janusz, mój Paweł i prywatny detektyw. Mojemu mężowi zarzucają, że przekupił tych dwóch, żeby zatłukli gwałciciela. To jakiś obłęd, czy pan siebie słyszy? Prawie krzyczałam na adwokata. Proszę panią, a tylko mówię jakie są zarzuty a nie że w to wierzę. Ma pan szczęście bo bym chyba oszalała jakby i adwokat był przeciwko nam. Niech się pani nie denerwuje, zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby pomóc pani mężowi - pan mecenas wygłosił formułkę. No nieźle, jaka formułka taka obrona? Wiele słów a mało treści. Mam nadzieję, powiedziałam, że więcej się pan wysili niż by wypadało? Ile pan będzie chciał pieniędzy za wyciągnięcie mojego męża z tej opresji? Jestem pani męża prawnikiem już kilka lat więc nie będę się targował, porozmawiamy po sprawie, dobrze? Dobrze, odpowiedziałam. Zakończyło się na tym, że pan adwokat będzie mnie informował o przebiegu dochodzenia i jeśli ustalą kaucję to tylko muszę zapłacić. Pojechałam teraz taksówką po samochód pod komendę. Teraz już lepiej się czułam będąc w swoim samochodzie. Do banku, pomyślałam, muszę zobaczyć ile mamy pieniędzy, bo jeśli zacznę płacić za wszytko lekką ręką to nic nam nie zostanie. W okienku pani grzecznie sprawdziła stan naszego konta i oczy mi wyszły z orbit - tak mi się wydawało, ale starałam się opanować, żebym nie wyszła na idiotkę. Skąd mamy tyle pieniędzy? W głowie mi huczało. Za dużo tego wszystkiego jak na jedną słabą kobietę - pomyślałam. Nie chciałam o tym rozmawiać z nikim, nawet z Anką, coś mi tak intuicja podpowiadała.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY
Napisany: 2019-05-16

Wieczorem w domu wzięłam karteczkę, którą mi dała pani w okienku bankowym i przyglądałam się cyferkom, liczyłam od końca, żeby się nie pomylić. Jakbym nie przeliczała; z przodu do tyłu, czy od tyłu do przodu wychodziło mi zbyt wiele. Musiałam koniecznie porozmawiać a Pawłem, tylko jak? Następnego dnia zadzwonił do mnie adwokat z wiadomością, że jest ustalona kaucja. Więc szybko pojechałam do kancelarii adwokackiej żeby już wyciągnąć Pawła z aresztu. Po wpłaceniu kaucji pojechałam do domu, przecież nie będę warować pod aresztem. Jak wyjdzie, to zadzwoni po mnie. Z miłą chęcią po niego pojadę, niech mi wyjaśni co się dzieje na naszym koncie. Godziny dłużyły mi się, w końcu nie wytrzymałam i zadzwoniłam do adwokata; dlaczego jeszcze nie ma męża w domu? Spokojnie, powiedział, jutro będzie go miała pani tylko dla siebie. Żarty się pana imają, nie ma co, a ja tu w nerwach - wycedziłam przez zęby i się rozłączyłam. Rano wypiłam spokojnie kawę, jeszcze mam trochę urlopu, pomyślałam, może wyjedziemy gdzieś sobie? Czekałam na telefon od Pawła. W końcu zadzwonił. Kochanie, możesz przyjechać po mnie, zapytał tym swoim słodkim głosem. Pewnie, że mogłam, przecież się już stęskniłam. Podjechałam pod ten nieszczęsny areszt gdzie czekał Paweł siedząc na ławce ze spuszczoną głową. Przytuliłam się do niego, tak mi było szkoda, że musiał przez to przechodzić. Przecież jego tam nie było, a ma takie problemy. A Janusz z detektywem, zapytałam? Nic nie wiem, nie mam pojęcia gdzie są, odpowiedział Paweł. Zapytamy adwokata. Paweł, ale skoro to nie ty, ani nie oni, to musiałby być ktoś jeszcze? Przecież nie tylko ja mogłam być przez tego drania napadnięta? Bardzo chciałam wierzyć w to, co mówiłam. Nie chciałam na razie męczyć Pawła jeszcze naszym stanem konta, ale na pewno do tego dojdziemy. Teraz do domu, i zaopiekować się mężem. Kiedy weszliśmy do mieszkania, Paweł powiedział; prysznic, najpierw prysznic potem reszta. Jego smutny głos świadczył o tym jak bardzo dużo musiało go kosztować siedzenie w tym areszcie. Po jakiejś godzinie wyszedł spod prysznica a ja w międzyczasie zdążyłam ugotować makaron i zrobić sos. Od progu wyszeptał; kawa kochanie, najpierw teraz kawa. Ot, nałogowiec, powiedziałam, ale posłusznie zrobiłam mu tę kawę. Kiedy już wypił kawę, zjadł makaron, i mnie wycałował, zapytałam kładąc przed nim karteczkę z banku; kochanie, skąd mamy takie pieniądze? Paweł popatrzył na karteczkę, potem na mnie i twarz mu się rozjaśniła, uśmiechnął się do mnie i powiedział; skarbie, to są nasze pieniądze, nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat, ale jak wychodziłaś za mnie to nie miałaś pojęcia, że jestem bogaty, a ja cię nie wyprowadzałem z toku twojego rozumowania, żebyś nie dostała małpiego rozumu podczas wydawania pieniędzy. A teraz to muszę zabezpieczyć, żebyś konta nie wyczyściła, powiedział Paweł i zaczął się śmiać. Zaraz dostaniesz, zdenerwowałam się na dobre. Ale przecież pracujesz jak każdy przeciętny człowiek, powiedziałam? Bo jestem takim, nie uderzyła mi sodówka do głowy. Dobrze, że jesteś ruda a nie blondynka, zaśmiał się Paweł. Jeszcze trochę a nie wytrzymam, powiedziałam. Miałam ochotę co najmniej rozbić talerz na jego głowie. Będzie się ze mnie tu śmiał. Przez tyle czasu ukrywał, że mamy takie pieniądze a ja skąpiłam sobie grosza na dobre perfumy. Zaraz pojadę do sklepu i wezmę kartę kredytową, powiedziałam. Paweł zaczął się śmiać w głos, kobieta, po prostu kobieta. Nie śmiej się bo pojedziesz ze mną i się wynudzisz, byłam oczywiście zgryźliwa. Ma szczęście, że wyszedł z aresztu bo bym się po nim przejechała. Wiesz co, powiedział Paweł, to weź sobie na zakupy Ankę a my z Grześkiem pójdziemy na piwo. Stanęło na tym, że my z Anką buszowałyśmy w najlepszych kosmetykach, a chłopaki popijali w tym czasie piwo. Niech sobie pogadają, zapewne mają o czym rozmawiać. Czas upływał nam z Anką bardzo przyjemnie, nie musiałam uważać na ceny więc sobie kupowałam wszystko najlepsze nie omijając drogich perfum. Kiedy wyszłyśmy ze sklepu poszliśmy po swoich mężów, żeby nie za dużo wypili tych piw. Zza szyby wyłonił nam się obraz kłócących się naszych mężów, o co im poszło? Przyjaciele tak się mogą pokłócić, aż do tego stopnia? O co chodzi, Anka rozumiesz coś z tego, zapytałam?

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY
Napisany: 2019-05-17

Nie bolą was ręce od tego gadania, zapytałam chłopaków kiedy weszłyśmy do lokalu? Nie, dlaczego miałyby nas boleć ręce, przecież piwko nie jest aż takie ciężkie, odparł Grzesiek. Bez takich proszę, odburknęłam, ślepe to my nie jesteśmy, widziałyśmy, że się kłócicie. Zaraz kłócicie, to tylko ostra wymiana zdań, odparł Paweł. Kochanie, powiedziałam, ja nie jestem blondynka. Więc o co poszło, trochę może za bardzo podniosłam głos, ale nie lubię być oszukiwana. Panowie jak na komendę zamilkli i zajęli się piwem. Jak chcą tak pogrywać, powiedziałam do Anki, to niech siedzą i użalają się nad sobą, a my zamówimy sobie kolację, prawda Anka? Usiadłyśmy stolik obok żeby słyszeć każde słowo i z apetytem wzięłyśmy się za jedzonko, które średnio smakowało, ale za to nie będziemy głodne. Jak się panowie za bardzo wstawią to się wygadają, a jak się upiją to ich zostawimy niech sobie radzą sami, najwyżej prześpią się w izbie wytrzeźwień, powiedziałam do Anki. Panowie już nie chcieli pić, po takich słowach to mi by się odechciało nie tylko pić ale i jeść. Wstali, podeszli do nas i Grzesiek powiedział gdzieś do ściany; idziemy do domu. Żeby nie robić przedstawienia zgodziłyśmy się pójść, a niech tam, w domu jeszcze pogadamy. Tylko żeby się za bardzo nie zacięli w swoim uprze, bo niczego się nie dowiemy. W domu Paweł od razu zniknął w łazience. Za moment słyszałam szum wody pod prysznicem. Poszłam do kuchni zrobić sobie herbatę, po tej kolacji w lokalu zrobiło mi się niedobrze. Masz za karę, trzeba było nie jeść, pomyślałam, tak to jest kiedy robi się coś przeciw sobie. Ale co ich tak poróżniło, pomyślałam? Niepokój we mnie narastał. A Paweł jak na złość ciągle stał pod prysznicem. W końcu wyszedł owinięty w ręcznik, usiadł przy stole i poprosił o herbatę. Jak tak ładnie prosi to mu zrobię, pomyślałam. Kiedy postawiłam przed nim kubek z herbatą, zapytałam, kochanie, o co chodzi? O co pokłóciliście się? Paweł siedział jakiś czas nie mówiąc nic w końcu powiedział, że faktycznie zlecił pobicie tego drania, ale nie zabicie. Oni z nadgorliwości za bardzo go pobili i zatłukli na śmierć. Jacy oni, zapytałam? Janusz z detektywem, odparł Paweł. Coś ty najlepszego narobił!? Cholera jasna, przecież ciebie zamkną! Paweł, to jest zlecenie morderstwa! Nie wiem co myślałem, byłem bezradny, a ty byłaś taka wystraszona, bałaś się, a ja nie umiałem sobie z tym poradzić. Mogliśmy wyjechać gdzieś, wiedziałeś, że pieniądze to nie problem dla nas, ale chyba twoje ego nie pozwoliło ci poczekać na zakończenie tej sprawy? Teraz to wiem kochanie, powiedział Paweł. Przytuliłam się do niego. Co my teraz zrobimy, zapytałam. Z jednej strony nie chciałam żeby poszedł siedzieć a z drugiej, to on był motorem tego zabójstwa.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW