REKLAMA 83 - 120
 

CIENIE ŻYCIA 22 - 25

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY 
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI
Napisany: 2019-05-17

Długo w nocy rozmawialiśmy z Pawłem i doszliśmy do wniosku, że nic mądrego oboje nie wymyślimy, i dlatego z rana pójdziemy do adwokata, niech on się zajmie naszym problemem. Jak to zabrzmiało - problem? A przecież nie
żyje człowiek, jaki by nie był , to jednak człowiek. Ale płakać po nim nie zamierzam. Nie wiadomo nam ile krzywdy wyrządził poza mną, z ilu podłości wyciągał go ojciec. Zasnęliśmy nad ranem, wymęczeni tą sytuacją i trudną rozmową. Dlatego też nie udało nam się obudzić zbyt szybko. Kiedy tylko wstaliśmy Paweł zadzwonił do adwokata i umówił nas na spotkanie. Śniadanie jakoś nam nie wchodziło, dlatego też wypiliśmy kawę i jakieś jogurty. W kancelarii adwokackiej już na nas czekał pan mecenas. Spokojnie wysłuchał co miał do powiedzenia Paweł i co ja miałam do dodania i stwierdził, że zrobi co w jego mocy,i na pewno nie będzie to surowa kara. Co znaczy, że nie surowa, zapytałam? Nie chcę, żeby mąż poszedł siedzieć, powiedziałam i wlepiłam swoje oczy w twarz adwokata. Poczerwieniał, nie wiem dlaczego, czy przez to, że kłamał, czy też przez to, że nie wiedział jak się sprawa potoczy, a składać obietnice nie było sensu? Zrobię wszystko, co w mojej mocy, obiecuję, powiedział w końcu adwokat i tyle mógł w chwili obecnej zrobić, złożyć nic nie znaczącą obietnicę. Czekała nas niezła rozprawa. Paweł przyznając się do winy, wsypałJanusza i prywatnego detektywa. I po co wam to było? - Zapytałam męża kiedy już wyszliśmy na ulicę. Ja prowadzę, powiedziałam i wyciągnęłam rękę po kluczyki. Paweł nic nie powiedział tylko podał mi kluczyki i poszedł z drugiej strony samochodu. Zrobiło mi się go szkoda, mogłam sobie tylko wyobrazić jak się teraz czuł. Kiedy rozpocznie się już na dobre dochodzenie, mogę z tym zostać sama, i walka o męża, użeranie się z adwokatem, i oganianie się od reporterów - to wszytko przede mną i moim mężem jeśli będzie odpowiadał z wolnej stopy.Popatrzyłam na niego i uzmysłowiłam sobie, że jesteśmy tak krótko po ślubie i ciągle mamy jakieś przeboje. Paweł, spokojnie, damy radę, żeby tylko ciebie nie zamknęli a reszta to pikuś. Najwyżej przeprowadzimy się i zmienimy nazwisko. Kochanie, powiedział Paweł, przepraszam, nie pomyślałem, że to tak może wyglądać. Nie chciałam już go dobijać dlatego tylko pogłaskałam go po twarzy i włączyłam silnik.





ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI
Napisany: 2019-05-20

Następnego dnia wstaliśmy dość późno. Trzeba było się pośpieszyć żeby zdążyć na czas do pracy. Ale z takimi kłopotami i zmartwieniami praca szła mi bardzo ciężko, męczyłam się, a godziny dłużyły się okropnie. Kiedy to wszystko się skończy, myślałam, a w głowie kołatała się ciągle jedna myśl, że nie żyje człowiek. Przestań Inka, skarciłam siebie, chcesz doprowadzić się do obłędu? Paweł dzwonił kilka razy, jakby chciał się przekonać czy jeszcze jestem. Kochanie, powiedziałam w końcu, uspokój się, w domu porozmawiamy. Ta sytuacja doprowadzała nas do niepewności i lęków. A co mają powiedzieć żony Janusza i detektywa? Lepiej nie myśleć. Nie wiem nawet czy ci dwaj są na wolności, czy w areszcie. Nie pytałam też o to Pawła, może lepiej nie wiedzieć? Czas płynął bardzo powoli, a tak chciałoby się mieć już za sobą tę walkę w sądzie. Paweł był ciągle zamyślony jakby nieobecny. Bywało, że zasiadał do pisania i zamierał w bezruchu na kilka minut. Zaczęłam się bać o jego zdrowie. Teraz musiałam być silna dla niego.
Wiedziałam, że kiedyś się rozsypię, ale w tej sytuacji mobilizowałam swój umysł do ciężkiej pracy. Bywało, że budziłam się w nocy, a Paweł siedział na brzegu łóżka, jakby zastygł w jednej pozie. Kochanie, połóż się, mówiłam, dam ci leki. Aplikowałam mu tabletki jakie przepisała mi Anka, i Paweł zasypiał, a ja czuwałam przy nim. To były bardzo ciężkie tygodnie dla nas obojga. Anka z Grześkiem także starali się nam pomóc, ale świadomość tego co się stało i jakie mogą czekać nas tego konsekwencje, nie dawały nam spokoju. W końcu przyszedł czas pierwszej rozprawy. Wymęczeni i niepewni dnia następnego weszliśmy do gmachu sądu. Na wokandzie byliśmy pierwsi, zatem zaraz będziemy wchodzić. Świadomość tego, że na pierwszej rozprawie się nie zakończy, jeszcze nas mobilizowała. Adwokaci Pawła byli gotowi, zatem mamy wsparcie. Wtuleni w siebie, czekaliśmy kiedy wywołają nas na salę, w końcu zagrzmiało jak echo:" Proszę na salę....."





ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY
Napisany: 2019-05-22

Rozprawa trwała chyba ze dwie godziny i została przełożona na inny termin. Niewiele z tego rozumiałam, nie próbowałam nawet na siłę wsłuchiwać się w te wszystkie terminy prawnicze. Mnie interesowało tylko to, żeby Paweł poszedł ze mną dzisiaj do domu. Okazało się, że Janusz i detektyw też odpowiadali z wolnej stopy. Wydawało mi się to trochę dziwne, ponieważ nie żyje człowiek, wprawdzie kanalia, ale jednak człowiek. Kiedy sędzia pozwolił już nam się rozejść, z ulgą wzięłam Pawła za rękę i pociągnęłam go do wyjścia, jakbym się bała, że jeszcze go zawrócą i zamkną. Oboje byliśmy w lekkim szoku, dlatego wolałam sama poprowadzić samochód, żeby Paweł za bardzo się nie rozkojarzył podczas jazdy. Kiedy tylko zamknęliśmy drzwi mieszkania, wtuliłam się w męża, tak bardzo się bałam, że mi go zabiorą. Paweł przycisnął mnie do siebie i tak trwaliśmy w tym uścisku parę minut, nic nie mówiąc. W końcu Paweł zaczął całować moje włosy, potem szyję i usta, nasze ciała pragnęły teraz pieszczot i zbliżenia. Wyglądało to tak, jakbyśmy chcieli nadrobić to, co nam wkrótce zabiorą. Zmysły zaczęły szaleć, dłonie niespokojnie biegały po ciałach, zachłannie czerpiąc przyjemności z dotyków. Przenieśliśmy się do sypialni aby tam zaznawać rozkoszy ciała.Kiedy się obudziliśmy, była noc. No nieźle, nawet obiadu nie zdążyliśmy zrobić a cóż dopiero zjeść. Poprzestawialiśmy sobie godziny, i gotowaliśmy obiad, a dochodziła północ. I cóż z tego? Zjemy w nocy, kalorii i tak spaliliśmy sporo, to warto nadrobić. Zadowoleni z siebie, najedzeni, poszliśmy do łóżka, ale nie mogliśmy zasnąć, więc rozmawialiśmy o tym, co nas czeka wkrótce. Wydawało nam się, że czeka nas rozstanie i to na długo, chyba, że adwokaci znajdą sposób, żeby wyciągnąć z tego Pawła. Kiedy dzień wstawał, zasnęliśmy snem niespokojnym. Wtuleni w siebie jakby to nam w czymś pomogło. Oprócz tego, że czuliśmy swoją bliskość, nie byliśmy w stanie zrobić nic więcej. Teraz było po nas widać, jak bardzo się kochamy. Rozstanie byłoby dla nas ciosem, jaki może zadać tylko śmierć czy zdrada. Ciągle o tym myślałam, ale nie mówiłam tego Pawłowi, po co go dobijać. Paweł nie odstępował mnie na krok. Nawet na zakupy chodził chętnie. Ten strach przed rozstaniem zbliżał nas coraz bardziej. Po pracy chodziliśmy wszędzie razem, Paweł nie miał już żadnych wymówek, żeby iść do Grześka czy do garażu. Kiedy Grzesiek z Anką przyszli do nas, poprosiłam Grześka, żeby porozmawiał z Pawłem. Ja na razie jakoś sobie radzę z tą traumą, Paweł nie. W końcu nadszedł termin następnej rozprawy.


ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY
Napisany: 2019-05-22

Sala była pełna ludzi. Nie zabrakło także reporterów z kamerami. Było duszno, gwarno i nie było wolnego miejsca. Moje myśli biegały jak szalone ze strachu i niepewności co będzie za parę godzin. Sędzia grzmiał jak grom z jasnego nieba. Dla mnie to on pozwolił sobie wejść dosłownie na głowę, bo tak zachowują się przekupki na bazarze. Ale niech sobie radzi, skoro pozwolił na takie coś. W końcu po paru minutach wszystko ucichło i toczyła się rozprawa, z której praktycznie nic nie pamiętam. W głowie miałam tylko jedną myśl, żeby Paweł wrócił do domu. W końcu zapadł wyrok końcowy. Skoro to był bełkot, który w moich uszach nic nie znaczył, to przestałam słuchać, tylko na koniec zapytałam adwokata, czy Paweł idzie do domu? Popatrzył na mnie jak na wariata, może i tak wyglądałam, ale powiedział mi, że Paweł jest wolny, dostał w zawieszeniu coś tam, i coś tam do płacenia. Podeszłam do Pawła i wtuliłam się w niego. Flesze błysnęły mi w oczy. Zasłoniłam się, bo poczułam, że ślepnę. Wzięłam Pawła za rękę i wyszliśmy pośpiesznie z tego kłębowiska ludzi, którzy mieli ochotę na rozmowę z nami, ale ja nie pozwoliłam już męczyć Pawła. Dosyć, wystarczy nam do końca życia. W samochodzie poczułam ulgę, cisza, w końcu cisza. Jedziemy kochanie do domu, powiedział Paweł i uśmiechnął się do mnie. Teraz musi z nas zejść powietrze, czyli musimy się wyciszyć. Kiedy dotarliśmy do domu, było już po obiedzie. Ale musimy zjeść coś, tylko nie chciało nam się brać za gotowanie. W końcu należy nam się jakiś konkretny lokal, w którym zjemy coś, co inni nam ugotują. Więc przebrani w inne ciuszki, ruszyliśmy do restauracji, w której Paweł zamówił stolik. Do nas dołączyli Grześ i Anka. To co, świętujemy twoją wolność Paweł, powiedział Grześ, kiedy uniósł w górę lampkę z winem. Oj tak, powiedział Paweł, mam nadzieję, że więcej życie nie będzie nam serwować takich niespodzianek. Już na pewno nie pozwolę Ince samej wracać po nocy do domu, powiedział Paweł i ze smakiem upił trochę wina. Cała nasza czwórka bawiła się do późnego wieczora. Kiedy kelnerzy z niecierpliwością krzątali się po sali, postanowiliśmy nie utrudniać im pracy i poszliśmy do domu. W domu z błogością poszłam pod prysznic, potem Paweł jeszcze trochę marudził, że jak to dobrze być w domu, a w końcu pomęczeni zasnęliśmy wtuleni w siebie. Ranek obudził nas promieniami słońca. Wolny dzień warto wykorzystać na spacery. Po śniadaniu, wyruszyliśmy do miasta. Trochę zakupów, łażenia bez celu po sklepach i ulicach, dobrze nam zrobiło. W końcu Paweł zapytał, Inka, kochanie, a może wyjedziemy gdzieś na trochę? A co z pracą skarbie, zapytałam? Nie martwmy się pracą, zawsze możemy zmienić, nie musimy tak kurczowo trzymać się tych co mamy. Dobrze kochanie, powiedziałam, mi się marzy Afryka, safari. To co, szykujemy się na urlop, zapytał Paweł? Tak kochanie, powiedziałam, robimy sobie urlop. I wtuleni w siebie, wracaliśmy do domu pełni nadziei i radości.

KONIEC 
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW