REKLAMA 83 - 120

POLSKA  - CZECHY

AKTUALIZACJA 09.06.2020 r.   


Hotel Ruze
*Horni 154, Cesky Krumlov, 38101, Czech Republic 
ONLINE REZERVACE . CENY OD CZK  2584 .

Kochamy Czechów. Za ich dystans, radość życia, Co jednak o nich wiemy? Jacy są naprawdę? lubią Polaków? Czy może nienawidzą?
Przyjechałam do Polski do rodziny i to, co było dla mnie dużym zaskoczeniem, to inny sposób zachowywania się, w wieku 19 lat trudno mi było w domu po stracie całej rodziny. Mieszkałam w POLSCE kilka lat, ale niestety zona wujka stała tak mila ze musiałam o siebie zadbać sama. Ale nie wszyscy Polacy są tacy w czasie mojego kryzysu na mojej przegranej drodze spotkałam osobe która postawiła mnie na nogi. Ale nie było nam dane być razem na wieki. Dzięki komunitarianom nadal jestesmy w kontakcie i rozwiązujemy swoje problemy. Obecnie w czasie epidemii korono wirusa prowadzimy razem stronę internetową która ma bardzo dobrą oglądalność. Dzięki Pani H. mamy tez Dział PRZYGODA Z PANDEMIĄ która podchodzi tez do tematu trochę humorystycznie, której  bardzo dziękuje.  Ale nie można się bardzo załamywać tylko jest problem polskie maski za 3,50 złotych nie chronią przed wirusem tylko przed mandatem. My mamy maski które kosztują znacznie więcej, ale badanie na obecność wirusa kosztuje połowe taniej czyli 1700 koron.
Wywodzę się ze sfery dość biurokratycznej, pełnie funkcję kierownicą przyzwyczajona jestem do bardziej formalnych relacji. Do tego, że podczas biznesowego spotkania rozmawiamy na tematy służbowe i koncentrujemy się na omawianym problemie. Gdy tymczasem w Polsce, w oficjalnych sytuacjach, musiałam odpowiadać na pytania, których w Czechach nikt nie ośmieliłby się zadać."Czy przyjechałam sama?", "Czy z rodziną?".
W moim rodzinnym kraju takie zachowanie zostałoby uznane za przekroczenie normy. Co to kogoś obchodzi, czy mam dzieci czy może jestem singielką? Przecież ktoś przychodzi ze mną na spotkanie nie dlatego, że mnie lubi, tylko dlatego, że zajmuję pewną pozycję i rozmawiamy o różnych formach współpracy. W Czechach by powiedzieli, że my razem gęsi nie pasaliśmy. Nie spotykamy się przecież na imprezie, tylko biznesowo.
Nie wiedziałam, jak z tego wybrnąć i nie miałam potrzeby opowiadać o swoim życiu prywatnej osobie, którą widzę po raz pierwszy na oczy. My, Czesi, rozdzielamy życie prywatne od służbowego. To są dwie różne rzeczy i my tego nie mieszamy.
To jest właśnie kolejna różnica. Po pierwsze, u nas to zawsze kobieta proponuje przejście na "Ty". No chyba, że szefem jest mężczyzna, albo gdy jest bardzo duża różnica wieku, wtedy ta zasada nie obowiązuje.
Bardzo mi przeszkadza, a wręcz nie mogę się z tym pogodzić, że w Polsce zwracanie się po imieniu proponuje mi ktoś, a zwykle mężczyzna, który jest młodszy ode mnie pięć czy dziesięć lat. U nas taka osoba krepowała by  się, nie posunęłaby się tak daleko, uznana by została za chama czy prostaka. To kobieta decyduje, czy z tym panem jestem po imieniu, czy nie. Ale to jest ta kulturowa różnica, którą staram się zrozumieć. Z drugiej strony wiem, że Polacy są zaskoczeni, że Czesi przez długi czas zwracają się do innej osoby "szanowny panie", nawet po nieformalnym spotkaniu "na piwku". To wynika z tego, że nikt nie chce obrazić drugiej osoby.
Myślę, że my, Czesi, mamy większy dystans, jeśli chodzi o mówienie do siebie po nazwisku. U nas nikogo nie dziwi, że nawet przy niewielkiej różnicy wieku i nawet pracując w jednym pokoju przez 10 lat – ludzie zwracają się do siebie w sposób formalny: panie Nowak, pani Nowakowa. Nikomu to nie przeszkadza, ponieważ jest to kontakt służbowy. Gdy te relacje są bliższe, to wtedy mówimy do siebie po imieniu. Wiem, że Polacy nas oceniają jako sztywniaków, ale my dbamy o nasze "intymne terytorium".
Jesteśmy zupełnie różni, jeśli chodzi o realizację różnych przedsięwzięć. Gdy my mamy jakiś pomysł i chcemy zachęcić do jego realizacji, a mówiąc najprościej chcemy go sprzedać, to musimy liczyć się z tym, że ta druga strona jest nieufna i będzie wymagać od nas najdrobniejszych szczegółów. Musimy mieć zatem nasze przedsięwzięcie opisane w najdrobniejszych detalach, zawierające sposób finansowania i punkt po punkcie sposób jego realizacji, aby nikt nie miał wątpliwości, że projekt zostanie zrealizowany. I gdy Czech otrzyma te wszystkie informacje, to dopiero wówczas może podjąć decyzję, czy zdecyduje się na realizację jakiegoś projektu, czy nie. I gdy już podejmie decyzję na tak, wówczas oczekuje, że prace nad nim postępować będą według wcześniej określonego planu, bez zbędnych modyfikacji i w określonym terminie. Bo my, Czesi, realizujemy projekt według wcześniej ustalonego harmonogramu, punkt po punkcie.
A Polacy mają zupełnie inne podejście, takie trochę romantyczne. Macie jakiś pomysł, a potem kilka razy zmieniacie warunki, zastanawiacie się nad jego inną formą realizacji. I często bywa tak, że cel, który zakładaliśmy na początku, bardzo różni się od efektu końcowego. Podchodzicie do wielu przedsięwzięć w sposób kreatywny, co może nie jest wcale takie złe, ale dla wielu Czechów było ogromnym zaskoczeniem, że zmieniacie założenia projektu już w trakcie jego realizacji, więc ja zawsze muszę tłumaczyć, że Polacy po prostu mają taką naturę, że wciąż muszą zmieniać, ulepszać, poprawiać.
Często słyszymy od was to pytanie, czy lubimy was? Czy nie? A prawda jest taka, że my mamy kompleks małego narodu i lubimy tylko Słowaków, bo przecież to nie jest zagranica. A reszta świata? Reszta nas nie kręci.

Myślę, że te plotki o naszej niechęci do was rozpuszczają osoby, które są ksenofobami, które nie znają świata, które nie ruszyły się z miejsca i oceniają wszystko i wszystkich przez pryzmat swojego podwórka. Dopiero w Polsce spotkałam się z zarzutami, że niby my mamy pretensje do was o 1968 r., przecież Czesi rozumieją, że to nie była wola czy działanie Polaków, tylko interwencja podyktowana przez wówczas obowiązujący układ polityczny.
Choć przyznam, że w tym roku w Czechach zdarzył się niepokojący incydent. Oglądałam dokument na ten temat. Mężczyzna pod wpływem alkoholu postrzelił śmiertelnie kobietę i kiedy zadano mu pytanie, czy żałuje tego, co zrobił, odpowiedział, że nie. Wszyscy byli wstrząśnięci. Myślę, że przez pryzmat jednego człowieka nie możemy oceniać 40 milionów ludzi.
Myślę, że to się zmienia. Coraz więcej Czechów odkrywa Polskę. Ostatnio spotkałam Czecha, który spędził w Cechach dwa tygodnie z rodziną i był wręcz zafascynowany tym, co zobaczył. Klimat, który u was panuje bardzo nam się podoba. A ja staję się waszym ambasadorem w Czechach, zachwalam wasz kraj przy każdej okazji. Wiele osób podkreśla waszą otwartość, że jesteście przyjaźni, pomocni i że można się z wami zakumplować.
Myślę, że to wynika z naszej historii. Musieliśmy się podporządkować, bo gdy próbowaliśmy zachować naszą dumę, wtedy odbijało się to na nas bardzo negatywnie, wielu z nas straciło życie. Doszliśmy wtedy do wniosku, że jeżeli chcemy przetrwać, to nie możemy się burzyć i buntować.
Myślę, że to wynika z naszej historii. Musieliśmy się podporządkować, bo gdy próbowaliśmy zachować naszą dumę, wtedy odbijało się to na nas bardzo negatywnie, wielu z nas straciło życie. Doszliśmy wtedy do wniosku, że jeżeli chcemy przetrwać, to nie możemy się burzyć i buntować.
Wielu Czechów w tym czasie skupiło się na życiu rodzinnym, bo wiadomo było, że jeśli chodzi o rozwój kariery, to nie było żadnych szans. Można rzec, że w latach 70. zdarzyło się coś w stylu fenomenu. Komuniści postawili na politykę prorodzinną, więc wiele osób decydowało się na kolejne dziecko. I wtedy nastąpił boom. Czesi zaczęli kupować domki poza Pragą (chałupy) i wyjeżdżali na weekendy. I tam wiedli spokojne życie,
oczywiście zdając sobie sprawę ze szklanego sufitu, który wisiał nad tobą, wiedziałaś pod jakim warunkiem możesz go przebić, a pod jakim warunkiem nie.
Ale też jak mówiła moja mama, nastąpiło wtedy zamknięcie na życie polityczne. Mówiło się wtedy: "My żyjemy sprawami codziennymi, prywatnymi, rodzinnymi, a wy żyjcie sobie tą polityką".Oglądam wasza telewizje to bardzo dobry kabaret Więc stąd się wzięło takie czeskie spojrzenie na rzeczywistość.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW