REKLAMA 83 - 120
 

MEANDRY ŻYCIA   16 - 18


ROZDZIAŁ SZESNASTY
Napisany: 2019-08-27

Byłam ciekawa cóż to takiego ma mi do powiedzenia Artur. W nocy nie mogłam spać i różne scenariusze przychodziły mi do głowy. Ale tego, co miał mi do powiedzenia Artur, to bym się nie spodziewała.
Następnego dnia z rana przy śniadaniu powiedziałam Pawłowi o tym, jak wczoraj zachowywał się Artur, i że chce koniecznie porozmawiać z nami bez Soni. Nie wydaje ci się, powiedziałam, że to trochę niepokojące? Paweł zareagował dziwnie, powiedział, że najlepiej by było, jakbym się zajęła swoimi sprawami a nie Sonią. Teraz to pojechałeś, odparłam, wiedziałeś o tym, że będę przy Soni, przecież jej tak nie zostawię. Zobaczysz Inka, z tego wynikną jakieś kłopoty, powiedział, i będziemy musieli się bronić a nie pomagać. Co masz na myśli, zapytałam? A nic, tak mi się powiedziało, odparł.
Paweł, jeśli masz z tym coś wspólnego to cię zatłukę, odparłam. Paweł tylko machnął ręką i już był za drzwiami.
Coś tu jest nie tak, pomyślałam, muszę zadzwonić do Anki. Kiedy opowiedziałam Ance naszą rozmowę przy śniadaniu, odparła, że faktycznie coś jest na rzeczy, i to jest niepokojące.
Wiem Aniu, tylko co Paweł ma wspólnego z Sonią? Anka też nie wiedziała, a nie chciała snuć domysłów.
Czekałam niecierpliwie aż przyjdzie Artur i oczywiście Paweł. Po południu zjedliśmy w ciszy obiad, który gotowałam jak robot, bo myśli moje były gdzie indziej, ale na szczęście wyszedł nawet smaczny.
Zrobiłam kawę, bo Paweł nawet się nie kwapił. Kiedy już siedzieliśmy w salonie, zapytałam Artura co ma nam do powiedzenia. Artur pokręcił się trochę i w końcu wypalił, że Sonia jako ojca wskazała Grześka albo Pawła. Że oboje byli jej klientami. Zrobiło mi się słabo, pokój mi zawirował, a potem już nic nie pamiętam.
Kiedy się ocknęłam nade mną stał jakiś mężczyzna i Paweł. Coś mówili ale słyszałam ich jakby w pustym wiadrze; głosy metaliczne robotów a nie ludzi.
Powoli odzyskiwałam świadomość. Kiedy dotarło do mnie co to było, rozpłakałam się i wszystkich wygoniłam z pokoju. Zasnęłam.
Kiedy się obudziłam, na dworze było już ciemno. Chciałam porozmawiać z Arturem, ale jego już nie było. Paweł, powiedziałam, jeśli to prawda, to wynoś się z mojego domu! Kochanie, powiedział, nie mam nic wspólnego z Sonią, co ona sobie wymyśliła? Czy wy nie umiecie trzymać zapiętych rozporków, zapytałam? Inka, ja z nią nawet nie rozmawiałem. Zatem spotkałeś? Paweł pokiwał głową. Kiedyś po drodze szła i chciała ode mnie i od Grześka pieniądze, i sama proponowała nam seks, ale przecież bym nie poszedł z takim dzieckiem, proszę cię, opanuj się!
Zobaczymy, Sonia jest pełnoletnia, bo inaczej miałbyś duże problemy. Kochanie, powiedział Paweł, zrobimy badania, żebyś była spokojna. Teraz jeszcze z Grześkiem pogadamy, powiedziałam, ale nie dzisiaj, bo czuję się podle. Dasz mi jakąś kolację, zapytałam? Wprawdzie sprawa nie jest wyjaśniona, ale głodna spać nie będę się kładła. A ty Paweł, powiedziałam, idź sobie spać do gościnnego.
Ani mi się śni, nic nie zrobiłem, i nie myślę pokutować za słowa Soni.
ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY
Napisany: 2019-08-28

Długo w nocy nie mogłam znowu zasnąć. Wstałam wcześnie rano i siedziałam w kuchni wpatrzona w ścianę. Znowu to samo; takie myśli biegały mi po głowie. Tylko, że w pierwszym małżeństwie drań się sam przyznał, a teraz Paweł idzie w zaparte, albo faktycznie jest niewinny.
Kiedy Paweł już wstał, bez słowa nastawił wodę na kawę. Usiadł przy stole i powiedział; kochanie, uwierz mi, to nie ja. Tak, to znaczy Grzesiek? Czy myślisz, że Grzesiek chciałby zaszkodzić sobie takim wyskokiem? Przecież jego praca legnie w gruzach, jeśli to okaże się prawdą, odparłam.
Inka, dałbym sobie rękę obciąć, że to też nie Grzesiek, znam go na tyle, że wiem o tym bardzo dobrze.
Dzisiaj pogadamy z Arturem, zobaczymy jak rozmowa się potoczy, powiedziałam. Oczywiście kochanie, pogadamy, odparł Paweł, i jeśli będzie się upierał przy swoim, robimy badania.
Po pracy szybko zrobiłam obiad, żebyśmy mieli spokój kiedy zasiądziemy do rozmowy z Arturem. Ance i Grześkowi na razie nic nie mówiliśmy, żeby nie wprowadzać zamieszania, a ponadto zobaczymy, może to nie jest prawdą?
Późnym popołudniem przyszedł Artur, wyglądał bardzo źle. Wszyscy byliśmy zdenerwowani. Artur opowiedział nam jak przebiegła rozmowa z Sonią, i jak ona skojarzyła Pawła i Grześka. Artur, jeśli Sonia jest pewna swoich słów, zróbmy badania, bo jeśli to jej chora wyobraźnia, i okaże się, że Paweł nie ma z tym nic wspólnego, ja będę musiała odsunąć się od was, bo po co mi taka toksyczna znajomość, powiedziałam to podniesionym głosem, chociaż nie byłam przekonana o niewinności Pawła, a to dlatego, że już przez to kiedyś przeszłam. Dzwonię do Grześka, powiedział Paweł i zniknął za drzwiami.
Inka, powiedział Artur, naprawdę jest mi ciężko, tylko co ja mam zrobić? Może nie podejrzewać kogoś, kto jest ci przychylny, odparłam? Ale to Sonia. Rozumiem, dlatego jak przyjdzie Grzesiek, będę chciała, żeby też zgodził się na badania.
Za godzinę Grzesiek już był, jak widać cały w nerwach. Wszedł do salonu i od razu wypalił; cóż to sobie smarkula wymyśliła? Teraz to już wszyscy byli pod napięciem, i wystarczyła mała iskierka żebyśmy sobie wszyscy skoczyli do gardeł. Najbardziej opanowany okazał się mój Paweł; uspokójcie się, wręcz krzyknął, nie ma co się oskarżać, robimy badania i już. A można tak w trakcie ciąży, zapytałam? Można, powiedział Grzesiek, jutro wszystko załatwię, a wy macie być na mój telefon, powiedział Grzesiek kierując swój palec wskazujący w stronę Artura.
Anka wie, zapytałam? Nie, nie wie, i ma się nie dowiedzieć, rozumiesz? Tym razem palec powędrował w moim kierunku. To się narobiło, pomyślałam, jak ja dam radę trzymać język za zębami?
ROZDZIAŁ OSIEMNASTY
Napisany: 2019-08-30

Tygodnie w oczekiwaniu na wynik były przerażająco długie. Wydawało mi się, że ten czas ciągnie się w tempie żółwim. W końcu przyszły wyniki badań.
Patrzyłam na koperty, które trzymał w ręku Grzesiek i na mojego Pawła, ale on był nad podziw spokojny. Anka też przyszła, jednak Grzesiek powiedział jej o badaniach i podejrzeniach Soni. Ręce Grześka trzęsły się. Twarz Anki była blada. Aniu, co się dzieje, zapytałam cichutko? To może być Grzesiek, powiedziała. Oczy Anki zabłyszczały; zaraz się rozpłacze, pomyślałam.
Chyba nie muszę otwierać, powiedział Grzesiek. Położył kopertę na stoliku. Zapadła cisza. Tylko przytłumiony szloch Anki wyrwał mnie z zadymy. Podły padalec, powiedziałam do Grześka, i zabrałam Ankę do kuchni.
Tuliłam ją do siebie, a ona biedna zanosiła się płaczem. Wynocha stąd, krzyknęłam, bo w drzwiach pokazali się nasi mężowie. Anka w końcu trochę się uspokoiła. Podałam jej wodę, piła małymi łyczkami. Aniu, poczekaj, zaraz wrócę. Anka kiwnęła tylko głową. Weszłam do salonu i wycedziłam przez zęby; co mam jej podać? Grzesiek wyciągnął z kieszeni tabletki. Daj jej dwie, powinna się uspokoić. Ja ci się zaraz uspokoję, padalcu jeden. Gotowało się we mnie wszystko, najchętniej wyrzuciłabym Grześka z domu, ale nie mogę.
Kiedy Anka się już uspokoiła zapytała, czy może się położyć. Zaprowadziłam ją do gościnnego pokoju, zapewne zostanie u mnie przez parę dni. Muszę się nią zaopiekować. Zasnęła w parę sekund, widocznie dobre są te leki dla niej. Weszłam do kuchni, gdzie już nasi mężowie uwijali się przy kolacji. Masz załatwić jej wolne, rozumiesz, powiedziałam w stronę Grześka.
Już chciałam zacząć wrzeszczeć na Grześka, ale powstrzymał mnie Paweł, kochanie, może pójdziesz sobie trochę odpocząć, zapytał?
A ty co, bronisz go, odparłam? Nie bronię tylko nie chcę awantury w mieszkaniu, to już nic nie da.
Grzesiek teraz ma problem, i małżeństwo zaczyna mu się sypać, powiedział. Ale ma to na własne życzenie, trzeba było nie rozpinać rozporka.
Dobrze, że zadzwonił telefon, bo byłam gotowa rzucić się na Grześka z pazurami.
W słuchawce usłyszałam głos Lidki. Inka, jest u mnie Artur z Sonią, to przykre, że tak się stało. To mało powiedziane, że przykre, to jest katastrofa, mojej przyjaciółce sypie się małżeństwo, a ona sama teraz jest w kompletnej rozsypce.
Życie jest zbyt skomplikowane, nie na moje dzisiejsze nerwy, powiedziałam. A jak u ciebie ze sprawami rozwodowymi? Sąd przyznał mi dzieci, on ma płacić alimenty, powiedziała Lidka. I fajnie, odparłam, a jak układa wam się z Arturem, zapytałam? Bardzo dobrze, chyba zamieszkamy razem, powiedziała Lidka. Życzę wam powodzenia, powiedziałam i rozłączyłam rozmowę, ponieważ nie miałam siły dalej prowadzić dialogu, kiedy tutaj wszystko zawaliło się Ance.
Co się tak gapisz, powiedziałam do Grześka, może już byś sobie poszedł, zapytałam? Inka, Paweł już miał dosyć moich nerwów, uspokój się, nie dokładaj jeszcze i ty.
Pan psycholog od siedmiu boleści, musiałam jeszcze powiedzieć jedno zdanie, żeby się nim nie udusić.
W końcu wstała Anka, wyglądała żałośnie, ale spokojnie zjadła kolację i poprosiła Pawła, żeby ich zawiózł do domu, bo im samochód właśnie się popsuł pod naszym domem.
Zostawili zatem do rana swój samochód u nas, a Paweł pojechał ich odwieźć. Długo nie wracał, zaczęłam się niepokoić, zadzwoniłam do Anki, nie odbierała, zadzwoniłam kolejno do Pawła i Grześka, też nikt nie odbierał. Byłam zaniepokojona. Co się stało, że nikt nie odbiera?
W końcu zadzwonił telefon Pawła. Gdzie ty jesteś, przecież ja się denerwuję, krzyknęłam w słuchawkę. Tu policja, usłyszałam, dobry wieczór pani, dobry wieczór, odparłam, a gdzie mój mąż? Proszę przyjechać na komisariat. Teraz, w nocy, zapytałam? Jak pani woli, może być i teraz.
Zadzwoniłam po taksówkę, przecież samochód wziął Paweł. Wbiegłam do budynku komisariatu, przyjął mnie policjant w nienagannie wyprasowanym garniturze. Co się dzieje z moim mężem, zapytałam? Pani mąż nie żyje, powiedział przystojniak, i tyle z tego wszystkiego zrozumiałam. Kiedy się ocknęłam leżałam na jakimś łóżku a nade mną latały piskliwe dźwięki jakiejś maszyny.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW