REKLAMA 83 - 120
 

MEANDRY ŻYCIA  19 - 21

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY
Napisany: 2019-09-05

Patrzyłam w sufit, który był dla mnie obcy. Dźwięki dokuczały mi strasznie. Obróciłam głowę i jedna i drugą stronę, ktoś obok mnie leżał. Za chwilę podeszła kobieta, popatrzyła na wszystkie piskliwe maszyny, w końcu zobaczyła, że mam otwarte oczy.
Za moment przyszło więcej osób, a ja dalej nic nie rozumiałam. Gdzie jest Paweł, zapytałam? Spokojnie, powiedział mężczyzna, musi pani odpocząć. A gdzie Anka, zapytałam, co z Grześkiem?
Zaraz porozmawiamy, powiedział jakiś głos. Teraz wracały obrazy. Przecież Paweł nie żyje! Paweł, krzyknęłam! Podszedł do mnie mężczyzna i wziął mnie za rękę, spokojnie, powiedział, zaraz będzie dobrze.
Jakie dobrze, Paweł nie żyje, wyszeptałam. A co z Anką i Grześkiem, zapytałam? Pani koleżanka też nie żyje, odparł mężczyzna. Tego było za wiele, jednego dnia straciłam męża i przyjaciółkę! A co z draniem, zapytałam? Z kim, zapytał mężczyzna? Z Grześkiem, odparłam? Jest w szpitalu, będzie żył, odparł mężczyzna. Nie miałam siły już nawet złościć się na Grześka. Ale ból straszny przeszywał moje ciało. Za chwilę zasnęłam. Utrzymywali mnie przez parę dni w takim półśnie, żebym jako tako doszła do siebie. W końcu trzeba było zająć się pogrzebem.
Poszłam odwiedzić Grześka, on też stracił żonę a teraz sam kuruje się po wypadku. Kiedy weszłam na jego salę spał spokojnie jak dziecko. Ciekawe czym jego szpikują, pomyślałam. Usiadłam przy jego łóżku i wzięłam jego rękę w swoje dłonie. Ania, wyszeptał? Nie Grześ, Inka. Otworzył oczy i rozpłakał się jak dziecko.
Jeszcze parę dni temu chętnie bym go udusiła, a teraz trzymam go za rękę jak nieporadne dziecko. Jak widać i psycholog potrzebuje pomocy specjalisty.
Inka, co my teraz zrobimy, zapytał? Nie wiem Grześ, nie wiem, odparłam.
Ja zajmuję się pogrzebami bo jak widać, jeszcze trochę poleżysz. Inka, przepraszam, powiedział. Za co mnie przepraszasz, zapytałam? Za wszystko, jaki ze mnie dureń, straciłem i żonę i przyjaciela, odparł. To tak jak ja Grześ, musimy się zmobilizować, nikt za nas tego nie zrobi.
Muszę iść Grześ, jutro do ciebie przyjdę, powiedziałam, trzymaj się.
Szłam ulicami mojego miasta i nic mnie ono nie cieszyło. Miałam ciężki czas przed sobą, nauczyć się żyć bez Pawła.
Wala, pomyślałam, zadzwonię do niej. Kiedy odebrała, od razu usłyszałam; no gadaj, co się stało. Tak stało się, odparłam, Paweł nie żyje. Jak mi przykro skarbie, usłyszałam, chcesz przyjechać, zapytała? Nie mogę, mam pogrzeb i Pawła i Anki. Rany Boskie i Anka też? Wypadek mieli we trójkę, Grzegorz żyje. Rozsypiesz się Inka, powiedziała Walentyna, znam cię, nie dasz sobie sama rady. Jak tylko uporasz się z pogrzebami możesz do nasz przyjechać, powiedziała. Dziękuję, odparłam, jesteś cudowną kobietą.
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY
Napisany: 2019-09-09

Był spokojny ranek kiedy wsiadałam do autobusu. Samochód poszedł do kasacji, a ja nie miałam siły zajmować się kupnem następnego. Daleko nie musiałam jechać, jakieś czterdzieści minut i jestem u Walki na wiosce.
Ciężko było mi pogodzić się z utratą Pawła, i to w taki sposób. Nie będę chodziła na czarno, przemknęło mi przez myśl, Paweł na pewno by tego nie chciał. Grzesiek wyjechał gdzieś do swojej rodziny, ja też jadę do przyjaciół. Wszystko się posypało, pomyślałam, jak my się pozbieramy?
W oddali zajaśniały kontury domostw wioski, w której mieszkała Wala. Poczułam w sercu spokój, na pewno tutaj odpocznę, przemknęło mi przez myśl.
Kiedy weszłam na podwórko, przywitał mnie piesek. Cieszył się, że mnie widzi. Ciekawa jestem czy tak wszystkich wita? Na podwórku zobaczyłam też Walę, a koło niej biegał mały chłopiec, owoc dojrzałej miłości ich małżeństwa. Jaki śliczny, powiedziałam, pokazując na dziecko. Walka uśmiechnęła się szeroko. Dobrze, że ona jest szczęśliwa.
Kiedy już wyściskałyśmy się, i kiedy mąż Walki wziął chłopca za sobą w pole, obie usiadłyśmy do obiadu, bo Walka najpierw gości nakarmiła. a dopiero potem dawała im kawę.
Chcesz pogadać czy tylko posiedzimy, zapytała Walka? Posiedzimy, a potem pójdziemy na spacer, odparłam. Dobrze, jak chcesz, mam nadzieję, że u mnie wypoczniesz. Jak będziesz chciała iść w pole to pójdziesz, a jak nie to będziesz gotowała obiady, zaśmiała się Walka.
Mogę gotować, dla mnie to nie problem, powiedziałam, najwyżej nie będzie wam smakowało.
Spacer mieliśmy cudowny, ale trzeba było wracać bo zbliżał się wieczór. O tej porze dnia czas był na tak zwany obrządek. Wzięłam się za dojenie krów. Lubiłam to robić, bo w takich momentach zawsze rozmyślałam. Teraz też zastanawiałam się jak ułożyć sobie życie, żeby jak najmniej bolało.
Cały urlop przesiedziałam u Walki. Jak zwykle narobiłam sobie odcisków, zniszczyłam dłonie, ale spokojna wracałam do mojego życia w mieście.
Kiedy weszłam do mieszkania, powiało chłodem i pustką. Muszę sobie poradzić z tęsknotą, pomyślałam, ciekawe jak radzi sobie Grzesiek?
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY
Napisany: 2019-09-11

Dzień zszedł mi na pracach w domu. Skąd się bierze tyle śmieci w mieszkaniu, pomyślałam? Pod wieczór zadzwonił telefon. Grzesiek zapytał, czy może do mnie przyjść. Przyjdź, powiedziałam, chyba głowy Tobie nie utnę. Kiedy usiadł już przy stole patrzyłam na niego i nie dowierzałam, jak on się zmienił. Przykro było patrzeć. Grześ, zapytałam, czy ja też tak źle wyglądam? Popatrzył na mnie i tylko powiedział, że dobrze nie wyglądam.
Pomaluj się trochę, dodał, ubierz się, tak jak to robiłaś kiedy Paweł był jeszcze z nami. Pójdę do pracy to będę musiała ubrać się i umalować. Zrobię nam kolację, powiedziałam, musimy jeść. Grzegorz nic się nie odezwał tylko patrzył na to co robię.
Żeby odwrócić uwagę od naszych bolączek, zapytałam go, co z jego dzieckiem i Sonią. Sonia poroniła, powiedział. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Straszne, odparłam, jak ona się czuje? Nie wiem Inka, i nie chcę się tym zajmować, dałem namiar na innego psychologa niech zajmie się jej problemami.
Kiedy już kolacja wjechała na stół, powiedziałam do niego, że ma być wszytko zjedzone bo nastałam się przy garach. Grzegorz uśmiechnął się i obiecał, że po kolacji pozmywa. W końcu nasza rozmowa zeszła na weselsze tory. Kiedy już wszytko zostało posprzątane, z kubkami herbaty powędrowaliśmy do salonu oglądnąć jakiś film, bo cóż robić z przyjacielem w taki wieczór?
Jakaś głupia komedia poprawiła nam nastrój, więc zaczęliśmy w końcu żartować, aż zrobiło się późno i czas był do spania. Inka, zapytał Grzegorz, mogę zostać u ciebie na noc?
Dobrze Grześ, odpowiedziałam, pościelę Tobie w gościnnym. Długo w nocy nie mogłam zasnąć, więc powlekłam się do kuchni zrobić sobie herbaty. Przy stole siedział Grzesiek i pił kawę. W nocy kawa, zapytałam? Nie mogę spać, najwyżej zasnę sobie w dzień, nie idę jeszcze do pracy. To ugotujesz obiad, zapytałam? Dobrze, ugotuję, tylko powiedz co. Zaskocz mnie, odparłam.
Dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy, każde z nas nad czymś rozmyślało. Grzesiek przerwał to milczenie. Inka, pomieszkam trochę z tobą, dobrze? Dobrze Grześ, odparłam, ale obowiązki dzielimy. Jak już staniemy na nogi, to będzie nam łatwiej zaczynać życie od nowa.
Pomyj kubki, powiedziałam, ja jeszcze się zdrzemnę, za godzinę wstaję do pracy. Położyłam się do łóżka i po prostu się rozpłakałam. Jak długo będzie bolało? Zasnęłam. Kiedy zadzwonił budzik, otworzyłam oczy i zdębiałam, obok mnie spał jak dziecko Grzesiek.
Cichutko się zebrałam i poszłam do pracy. Kiedy wróciłam z pracy, obiad był gotowy. Doceniłam zdolności kulinarne Grześka i w nagrodę zrobiłam kawę.
Dni upływały nam spokojnie. Grzesiek w końcu poszedł do pracy. Nabrał siły i chęci do życia. Ja też powoli uwalniałam się od tej traumy.
Pewnego wieczoru, przy kolacji, Grzesiek zapytał, czy nie jest nam fajnie? Faktycznie, powiedziałam, pomogliśmy sobie pozbierać się po tym wszystkim. Inka, ja nie chcę nic zmieniać w naszej relacji, chcę, żeby się ona pogłębiała i nabierała rumieńców, tak jak ty.
Grześ, ale to niemożliwe, odparłam. Możliwe Inka, ja widzę, że będzie nam dobrze. Podszedł do mnie i po prostu przytulił. Siedzieliśmy razem w takim uścisku i rozmawialiśmy o tym, jakie chcemy mieć to nasze życie.

KONIEC 
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW