REKLAMA 83 - 120
 

PRZYGODA  Z  RELIGIĄ  ROZDZIAŁ 1 - 3

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Napisany: 2019-09-14 02:42

Kurka, która godzina, pomyślałam, kiedy zerwałam się na równe nogi o świcie. Przecież muszę się szykować do wyjazdu, przemknęło mi przez myśl. Kiedy jak kiedy, ale dzisiaj muszę być punktualna. Wyjeżdżamy samochodem o godzinie siódmej, więc szybko pod prysznic; zdyscyplinowałam sama siebie. Dzisiaj dla mnie jest wyjątkowy dzień. W końcu po paru latach studium Biblii, zostanę Świadkiem Jehowy. Radość rozpierała moje serce. Będę tak jak inni Świadkowie Jehowy utożsamiana z tą religią, będę dumnie zanosić do ludzi dobrą nowinę o Królestwie Bożym. Chociaż byłam nie wyspana to mimo wszystko nuciłam sobie jakąś Pieśń Królestwa ku chwale Jehowy.
Sygnał telefonu wyrwał mnie z zadumy. Schodź już na dół, usłyszałam, mam nadzieję, że jesteś gotowa? Kaśka wesoło krzyczała mi do ucha. Pewnie, że jestem, odparłam. Wzięłam torbę z prowiantem, torebkę z Biblią, śpiewnikiem, zeszyt, żeby robić notatki, długopisy oczywiście też, i Strażnicę.
Wesoło zbiegłam po schodach, wsiadłam do samochodu, przywitałam się z Kaśką i Leszkiem i w drogę. Lenka, odezwała się Kaśka, będziesz spała? Spać, coś ty, ja przecież jestem cała w euforii, gdzie mi myśleć o spaniu teraz. Wiesz Kasiu, dla mnie już sam wyjazd do Stęszewa to już wycieczka.
Zaczęłam śpiewać Pieśń Królestwa, tak dla wprawy. Kaśka śpiewaj, zachęcałam. Lenka, daj spokój, gardło mnie boli, pośpiewamy już na miejscu, odparła Kaśka.
Kiedy jechaliśmy widać było bardzo dużo braci i sióstr, którzy już czekali na samochody w umówionych miejscach. Kaśka, krzyczałam, zobacz ilu ich jest? To jeszcze nic, powiedział Leszek, zobaczysz na miejscu. Lenka, musisz się nastawić, że tam będzie głośno, powiedziała Kaśka, bracia będą w kafeterii jedli śniadanie, a w przerwie będą też jedli to, co przywieźli ze sobą na obiad. Będzie trudno, odpowiedziałam, ale mam nadzieję, że dam radę. Byłam po ciężkiej chorobie i bardzo potrzebowałam ciszy i spokoju, a gwar czy krzyki działały na mnie ujemnie. Ale cóż, najwyżej wyjdę na dwór, pomyślałam.
W pewnym momencie zobaczyłam napis Stęszew. Już jesteśmy na miejscu, stwierdziłam. Nie Lenka, jedziemy do wioski, która nazywa się Łódź, to jest parę kilometrów jeszcze za Stęszewem, powiedział Leszek. Przecież na zebraniu mówili, że jedziemy do Stęszewa? Nie dawałam za wygraną. Tak się po prostu przyjęło mówić, ze względu na to, że owa Łódź jest małą miejscowością i trudno ją skojarzyć. Aha, rozumiem, odparłam Leszkowi.
W końcu wjechaliśmy na teren Świadków Jehowy. Piękny budynek, wokoło cudnie, istny raj na ziemi, pomyślałam. Byłam oszołomiona tym wszystkim. Kiedy weszliśmy na Salę, gwar przygniótł mnie dosłownie do krzesła. Miałam wrażenie, że nic nie słyszę tylko ten jazgot. W końcu Kaśka zaciągnęła mnie do kafeterii żebym zjadła śniadanie, a ja byłam przerażona tym hukiem, dosłownie hukiem, jakby wystrzał z tysiąca gardeł.
Nie miałam gdzie się ukryć przed tym gwarem, dlatego cierpiałam w sobie, nie okazując tego Kasi, która troskliwie się mną zajmowała.
W końcu przyszedł czas na program, i mogłam odczuć ulgę, bo wszyscy się już pozamykali i grzecznie słuchali programu, jaki przygotował dla nas Niewolnik Wierny i Roztropny. Słuchałam, robiłam notatki, żeby już w domu sobie przeanalizować.
Zaraz będzie wykład dla tych co dzisiaj idą do chrztu, powiedziała do mnie Kaśka, chodź, usiądziemy w pierwszym rzędzie przed sceną. Za chwilę brat poprosił, żebyśmy wysłuchali wykładu. Wprawdzie nic nie pamiętam z tego wykładu, ale wykład był na sto procent. Potem brat kazał wstać i odpowiedzieć nam na dwa pytania do chrztu; czy oddałam się w modlitwie Jehowie oraz pytanie czy utożsamiam się ze Świadkami Jehowy. Nie zwracałam uwagi na treść pytań tylko grzecznie powiedziałam dwa razy "tak". Lenka, teraz pójdziesz za bratem na zaplecze, powiedziała Kaśka.
Brat zaprowadził nas do pomieszczenia na zapleczu, gdzie przebrałyśmy się w stroje do zanurzenia. Poszłam pierwsza. Dwóch braci zanurzyło mnie w basenie i od tej chwili stałam się członkiem Orga
nizacji Świadków Jehowy. 
ROZDZIAŁ DRUGI
Napisany: 2019-09-15 02:33

Następnego dnia z samego rana wstałam ochoczo, jestem już Świadkiem Jehowy, zatem i mam obowiązki z tym związane. Kiedy już zjadłam śniadanie, żarliwie modląc się przed jedzeniem do Jehowy, wzięłam książkę "Prowadzenie rozmów na podstawie Pism". Zaczęłam zapoznawać się z różnymi sytuacjami jakie mogą mnie spotkać na terenie. Dobra książka, pomyślałam, daje mi wskazówki jak prowadzić rozmowy. Bez tych pomocy byłoby mi ciężko. Dobrze, przemknęło mi przez myśl, muszę wziąć Strażnice, Przebudźcie się i broszury. Co jeszcze? Aha, "Czego naprawdę uczy Biblia", może będzie mi potrzebna. A poza tym Biblia, nasza Biblia, bo jest w wielu miejscach imię prawdziwego Boga, bo przecież katolicy pousuwali z Biblii imię Boże. Czego oni się boją, pomyślałam, przecież to imię Boże, Jehowa, a oni zastąpili je zwrotem Pan. Dziwni są ci katolicy, dlatego idziemy do nich, może uda się wyrwać ich z rąk fałszywej religii, a co za tym idzie, z rąk Szatana?
Tak rozmyślając usłyszałam dzwonek domofonu. No tak, pomyślałam, już Grażka jest, zatem ruszamy na mój teren. Wejdź na górę, powiedziałam do domofonu, za chwilę już była. Muszę do toalety, zakomunikowała mi. Jak zawsze musiała zaliczyć wszystkie możliwe ubikacje, zamiast iść z tą przypadłością do lekarza, ale nie moja to sprawa. Po drodze Grażka opowiedziała mi kilka doświadczeń z terenu. Bo widzisz Lenka, zaczęła, teraz to jest dobrze, ale jak ja pamiętam to nie było tak fajnie. Mnie jeden facet oblał pomyjami, ciągnęła swoje opowieści. A kiedyś inny facet złapał mnie za rękę, wciągnął do mieszkania, a Helena została na korytarzu. Dobrze, że waliła w drzwi, a ja walczyłam w chłopem, aż w końcu ktoś otworzył drzwi, to był jego syn. Nie chciałam takich ponurych rzeczy słyszeć, dlatego poprosiłam, żeby przestała.
Służba przebiegła dość spokojnie, bez żadnych incydentów, tylko że ja nie byłam jeszcze wprawiona a Grażka do delikatnych nie należała, dlatego doprowadziła mnie do łez, i w ten sposób pokazała, że niewiele w służbie umiem i dlatego mam się nie odzywać.
Nie było to miłe. Do domu wróciłam i zaczęłam się modlić, przecież miało być tak cudnie, a tu już pierwszego dnia ja w służbie płaczę? Oj, chyba nie jestem wiele przydatna, pomyślałam, a serce mi się krajało z bólu. Nie tak miało być.
Ale musiałam teraz zająć się swoimi sprawami domowymi. Włączyłam Pieśni Królestwa i pośpiewałam sobie, co mnie wprawiło w dobry nastrój. Tylko modlić się do Jehowy, śpiewać pieśni i już jest o wiele lepiej, pomyślałam, Jehowa jak widać mnie wspiera.
Byłam o tym przekonana, dlatego modliłam się wszędzie i przy byle okazji. Czy to było w mieście, kiedy szłam ulicą, czy w sklepie na zakupach, w kolejce na poczcie, sprzątając, gotując zawsze szeptałam coś w swoim sercu do Jehowy. Wydawało mi się, że mam dobrą więź z Bogiem, i że Jehowa mi błogosławi, mimo różnych przeciwności.Byłam przecież w raju duchowym, tak mi się przynajmniej wydawało. W zborze czułam się cudownie, każdy był dla mnie jeszcze miły, fajnie się dogadywałam i rozwijając swoje umiejętności poszerzałam służbę aż zostałam pionierem stałym.Kiedy dostałam zaproszenie na Kurs Pionierski musiałam wyjechać na kilka tygodni z Polski. Ale solennie przyrzekłam, że na kurs będę z powrotem. Znalazłam się w Anglii.
ROZDZIAŁ TRZECI
Napisany: 2019-09-15 15:17

No i znalazłam się w Anglii. Co za widoki, gdzie mnie tu przywiozłeś? Patrzyłam z okna samochodu, kiedy już jechaliśmy z lotniska do domu. To co zobaczyłam, przeraziło mnie. Z wysokości miasta wyglądały jak obóz koncentracyjny w Oświęcimiu. Wszystkie domy do siebie podobne, zbudowane w formie baraków. Ponure, bezbarwne miasteczka, ciągle zachmurzone i deszcz był prawie codziennie. Mieszkanko małe, jak na rodzinę. Byłam przerażona, jak ja tu wytrzymam trzy miesiące? Wnuk niesforny, roszczeniowy, i ja mam się nim zajmować? W domu zimno, jak dla mnie, chociaż nie marznę szybko to jednak latem się tutaj przeziębiłam i cały czas byłam chora, dopiero po powrocie do Polski doszłam do siebie. Byłam w terenie, gdzie były wysokie góry i pagórki, dlatego też albo się szło z góry, albo pod górę, innej opcji nie było.
Teraz trzeba było poszukać kontaktu do zboru, a z tym był problem, ponieważ nie znałam języka angielskiego. Udało się, Janka, jedyny Świadek Jehowy w tym miasteczku, zaopiekowała się mną. Przyprowadziła ze sobą starszego zboru, który z ciekawością obejrzał sobie moje zaproszenie na kurs pionierski i teraz miałam dobrą opiekę ze strony starszych tego zboru. Wozili mnie na zebrania i przywozili pod sam dom, chodziłam do służby, chociaż nic a nic nie mówiłam, bo nie umiałam się nauczyć wstępów. Tylko "dzień dobry, do widzenia, proszę, dziękuję". W tym terenie głosiło się tylko w grupach, i to pod nadzorem. Podchodziły siostry pod drzwi a cała grupa stała parę kroków dalej. Potem następna para do drugich drzwi i tak cała służba przebiegała. Czułam się bardzo dobrze, teraz wiem, że to z tej przyczyny, że byłam pionierką pełnoczasową. Zanim grupa wyruszała do służby była wspólna kawa i rozmowy, potem zbiórkę krótką brat przeprowadzał i do dzieła.
Ale Janka była taka uciążliwa, że cały czas była u mnie. Jak tylko kończyła pracę, zaraz przyjeżdżała do mnie. Po pewnym czasie powiedziała, że zakochała się we mnie. Szok! Co ty wygadujesz? Nie mogłam uwierzyć. Kiedy się już wypłakała, kazałam jej wyjść i nie przychodzić więcej.
Trudny to był czas dla mnie w tej Anglii, bo bardzo tęskniłam za domem.
Poznałam też bardzo fajną siostrę i jej męża. On gburowaty, ale uczynny, ona wesoła, energiczna, bardzo mi się z nią dobrze i dlatego dostałyśmy punkt do zrobienia, i musiałam nauczyć się go na pamięć po angielsku. Nauczyłam się. Ileż było radości kiedy mnie brat pochwalił. Dzisiaj siostra ta jest już poza zborem. Nie wiem czy jest szczęśliwa czy nie, ale musiała zobaczyć coś, czego ja wówczas nie widziałam.W końcu przyszedł czas na powrót do Polski. Cieszyłam się jak dziecko.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW