REKLAMA 83 - 120
 

PRZYGODA Z RELIGIĄ ROZDZIAŁ  10 - 12

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Napisany: 2019-09-18 17:57

Lnka, zagadnęła mnie na zebraniu czwartkowym Paula, pójdziesz ze mną na odwiedziny? U kogo masz te odwiedziny, zapytałam. Pamiętasz tę panią Bronię, która na ostatniej Pamiątce zemdlała? A tak, pamiętam, odpowiedziałam, i prowadzisz już studium? Jeszcze nie, dlatego chciałam ciebie zabrać, żebyś rozpoczęła , jakoś nie umiem przejść z rozmowy do studium. Spokojnie, jeszcze się nauczysz. Dobrze, możemy pójść, odpowiedziałam. I co mam zrobić?
Będę teraz na zewnątrz przykładną siostrą, a w mojej duszy będzie się gotowało i krzyczało, nie? Tuż po zebraniu podszedł do mnie brat starszy i wręczył karteczkę z punktem. Jeszcze to, trudno będę się ślizgać jak wąż, pomyślałam. Następnego dnia poszłam na spacer do parku. Tutaj jakby świat się zatrzymał. Drzewa szumiały, fontanna grała swoje muzyki, ptaki śpiewały Mamy z dziećmi rozsiadły się na ławeczkach i bacznym okiem obserwowały co robią ich pociechy. Usiadłam na jednej z ławeczek i obserwowałam toczące się wokół mnie życie. Wpadałam w melancholijny nastrój. Brakowało mi tej przestrzeni jaką miałam bardzo dawno temu. Coś się tak zamyśliła? Z zadumy wyrwał mnie znajomy głos. Przede mną stała Weronika. Jesteś w służbie, zapytała. Nie, chciałam trochę pobyć ze swoimi myślami. Nie za dużo tego myślenia, bo to niezdrowe, uśmiechnęła się. Zobacz co kupiłam sobie. Wyciągnęła z reklamówki bluzkę. Ładna, z jakiej okazji sobie kupiłaś, zapytałam? A wiesz, chciałam mieć coś nowego na zgromadzenie. Siostry teraz biegają za ciuszkami, odparłam. Może ja coś wypatrzę sobie? No pewnie, choć to pomogę ci wybrać. Przygotowania do zgromadzenia szły sprawnie, jak zawsze. Co muszę przyznać w duchu, jesteśmy zorganizowani i zdyscyplinowani. Ktoś może powiedzieć, zmanipulowani? Też się nad tym zastanawiałam. Kiedyś usłyszałam, zaprogramowani. Robiłam wszystko z przyzwyczajenia. Zebrania, służba, zgromadzenia i posłusznie wykonywałam to, co bracia zaplanowali. Co za bezsens. Lepiej by było dla mnie żebym tego wszystkiego tak wyraźnie nie widziała. Po paru tygodniach poszłam do lekarza, nie udało mi się przed nim udawać. Pani Leno, chyba pójdzie Pani na trochę do szpitala? Lepiej żeby pani przeszła teraz terapię, lekarz był przekonywujący. No cóż, trzeba dzwonić po córkę i pakować się na trzy miesiące
ROZDZIAŁ JEDENASTY
Napisany: 2019-09-18 18:03

Po powrocie ze szpitala zadzwoniłam do Janusza. Rozmawialiśmy prawie godzinę, potrafił mnie pocieszać i dawać nadzieję i ciągle powtarzał; nic nie rób, może dasz radę, a jeśli już zdecydujesz się odejść, to najpierw zbuduj sobie tak zwane zaplecze, żebyś nie została sama. To fakt, muszę odbudować pozytywne relacje z moim rodzeństwem. Zadzwoniłam do siostry a potem do brata. Stanęło na tym, że pojadę do nich i sobie porozmawiamy. Cieszę się na to spotkanie. Wezmę kwiaty na przeprosiny, i mam nadzieję, że mnie zrozumieją. W tym też czasie poznawałam dużo ludzi przez internet. Jedni zatrzymywali się na chwilkę inni trochę dłużej. Z kilkoma osobami udało mi się porozmawiać na tematy biblijne. Spośród nich wyłonił się ktoś szczególny, ktoś, kto dba o moje wiersze, żeby były wszystkie wstawione. Jesteśmy w stałym kontakcie. Pewnej niedzieli kiedy rozmawiałam z Januszem, zapytał czy przeczytałam książkę KRYZYS SUMIENIA. Jeszcze nie, a masz ją, możesz mi przysłać, zapytałam. Mam ale dla siebie, sama musisz się o nią postarać. To się postarałam. W ciągu tygodnia przestudiowałam kartka po kartce. Teraz już wiedziałam, że nie tu jest moje miejsce gdzie jestem. Nadal jednak trwałam w tym wszystkim , nikomu nic nie mówiąc. Moje wiersze powoli zaczynały wychodzić na światło dzienne. W paru stacjach radiowych były czytane. A oprócz tego są na kilku stronach poetów amatorów. Pewnego razu zapragnęłam spisać to wszystko, co było i jest istotne w moim życiu. Zapytałam mojego przyjaciela, pisz, powiedział, ja miejsce na to znajdę. Zasiadłam do laptopa i powoli strona po stronie powstaje książka. 
ROZDZIAŁ DWUNASTY
Napisany: 2019-09-19 15:08 

Ranek był pochmurny, kiedy właśnie zapragnęłam po służbie iść na spacer do parku, żeby trochę porozmyślać o życiu. Modlitwy mi nic nie dawały, więc pomyślałam sobie, że pobędę trochę na łonie natury. Kiedy już siedziałam na ławce w parku, a wokoło mnie gołębie skubały trawkę i wybierały okruchy chleba, pomyślałam sobie, że te piękne stworzenia Boże też coś mają w sobie wyjątkowego. Każda trawka, każde drzewo, owoc, który spada jest po coś. Nie ma przypadku w naszym życiu.
Lenka, co tak się zamyśliłaś, usłyszałam za sobą? Witaj Grażka, co u ciebie, zapytałam? Byłam w służbie, teraz idę do domu, ale zobaczyłam że jesteś więc posiedzę trochę w parku, i tak nikt w domu na mnie nie czeka. A co, chciałaś, żeby dzieci były z tobą, zapytałam? O nie, już nie, niech sobie żyją po swojemu, odparła.
Też czasami odczuwam smutek z tego powodu, dodałam, ale żeby dorosłe dzieci były jeszcze w domu, to przesada. Potrzebujemy jednak już spokoju.
Rozmowy zeszły na temat gotowania, zakupów a w końcu Grażka poszła sobie. Chyba też pójdę, pomyślałam, nie udało mi się dzisiaj za dużo pomyśleć, więc może popiszę trochę.
W domu zasiadłam do laptopa i pisałam do późna swoją książkę. Nie wszystko, co pisałam było dla każdego, dlatego mój przyjaciel zakodował niektóre strony.
Któregoś dnia przypomniałam sobie o radiu, na którym czytano moje wiersze. Idę zobaczyć, pomyślałam, prześlę życzenia prezenterce, niech sobie przypomni o mnie.
Kiedy weszłam na radio, przesłałam życzenia, i od razu zaczęła się rozmowa moja z szefową. Jeden z prezenterów chciał mnie poznać, więc szefowa radia poprosiła mnie o numer z portalu internetowego. I tak zaczęła się moja przygoda z radiem. Chociaż nie chciałam się zgodzić na to , jednak szefowa była przekonująca, a poza tym nauczyciel był sympatyczny. Tylko nie przewidziałam jednego, że zazdrość czasami zniszczy człowieka.
Megaris - to pseudonim, zaczytywał się moją twórczością, a oprócz tego uczył mnie jak się robi audycje i wszystko co z tym jest związane. Byłam pełna optymizmu, że w końcu moje wiersze ujrzą światło dzienne, że tak się wyrażę. Nie przewidziałam jednej rzeczy - zazdrości. Nie wiedziałam o wielu rzeczach, które doprowadziły, że odeszłam z tego radia. W moim przypadku było jeszcze jedno ważne, że na audycjach nie będę musiała składać życzeń różnego rodzaju, ponieważ Świadkowie Jehowy tego nie robią, za to można być przecież wykluczonym.
Odeszłam z tego radia do innego, gdzie mogłam sobie robić audycje po swojemu. Jednakże zazdrość sięgnęła mnie i na tym radiu. Co się dzieje z ludźmi, pomyślałam, do czego są zdolni, jeśli chodzi o poczucie własnej wartości?
Grając na radiu, borykałam się ze sobą, pisałam książkę, wiersze, a wszytko to przypłacałam zdrowiem. W tym też czasie próbowałam odejść już od religii Świadków Jehowy. Napisałam list do braci, że już nie chcę być utożsamiana ze Świadkami Jehowy, poprosiłam o wizytę pasterską i oddałam list z oświadczeniem.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW