REKLAMA 83 - 120
 

PRZYGODA Z RELIGIĄ ROZDZIAŁ  4 - 6

ROZDZIAŁ CZWARTY
Napisany: 2019-09-15 19:54

Lot miałam spokojny. Kiedy wylądowaliśmy w Berlinie, stanęłam na płycie lotniska, to jakbym już była w domu. Zupełnie inna pogoda. Dziękuję Jehowo, powiedziałam w myślach, jestem już blisko domu. Teraz Kaśka odebrała mnie z lotniska i godzinka czasu jestem w Polsce, w swoim mieszkanku. Jaka ulga, bo bardzo tęskniłam za tym miejscem, bądź co bądź prawie pięćdziesiąt lat przeżyłam w tym moim mieszkanku. Tu wychowałam dzieci, tu przeżywałam swoje nieudane małżeństwo, tu miałam jeszcze przy sobie rodziców, tu też uczyłam się religii Świadków Jehowy, która w chwili obecnej kształtuje mój sposób myślenia, i podporządkowania się Bogu, jak na tę chwilę myślałam. A że zmienię z czasem swój sposób myślenia, tego nie przewidziałam, ale to z czasem wszystko wyszło. Teraz był moment, kiedy cieszyłam się na kurs pionierski.
Wyjazd ten przeżywałam, bo muszę znowu wyjeżdżać ze swojego domu na dłuższy czas. Kto był na takim kursie to wie, ile daje on radości. Jakoś tak jest organizm zaprogramowany, że skupia się tylko i wyłącznie na tym, co ma do przerobienia materiału ma ten moment.
Dostałam książkę, dostałam przydział kwatery. Nie znałam w ogóle braci, ale tak się dzieje u Świadków Jehowy, że szybko złapią kontakt i traktują się w taki sposób jakby znali się od zawsze. Łączy ich wiara w Jehowę Boga, a co za tym idzie wiara we wszystkie doktryny jakie serwuje im tak zwane Ciało Kierownicze. Teraz na samą tę nazwę skręca mnie w dołku, ale wówczas wpatrzona byłam w tych siedmiu panów jak katolik w obrazek. Bracia godnie wszystko zorganizowali, wykłady, dyskusje były ciekawe, pełne dobrych przykładów. Wszystko oparte na Biblii. A ja grzecznie łykałam każde słowo jak przysłowiowy pelikan. Mieliśmy w południe zawsze obiady. Siostry ze zborów bardzo się starały żeby niczego nam nie brakowało. Po prostu stworzony był dla nas raj duchowy - tak się czuliśmy. Mieliśmy tylko się uczyć, co skwapliwie robiliśmy, by potem być w terenie bardziej przydatni.
Byłam w siódmym niebie. Moja gospodyni też się bardzo starała. Zawsze miałam na kolację coś gorącego, a gospodarz pilnował żebym miała lody, kiedy on chciał oglądnąć wiadomości w telewizorze. Bo na kwaterze też się uczyłam, i to często do późnej nocy. Nauka mnie pochłaniała, a ja byłam chyba najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Ostatni dzień był jakimś dziwnym dniem. Raptem sala opustoszała. Zrobiło się smutno. Każdy z nas wyruszył do swojego domu i do swojego zboru. Siedziałam w samochodzie i płakałam, tak trudno było mi się z nimi rozstawać.
W domu postawiłam torbę w przedpokoju, usiadłam w fotelu i zaczęłam się modlić. Jehowo, daj mi siły do tego, żebym godziła wszystkie sprawy duchowe z moimi emocjami, żebym się nie rozsypała. Położyłam się na wersalce i zasnęłam.
W końcu powoli zaczęłam łapać równowagę psychiczną. Za dużo emocji jak na mnie, pomyślałam, muszę wejść na tory pionierskie i będzie dobrze.
Zebranie po kursie było bardzo fajne, każdy chciał ze mną pogadać, dowiedzieć się jak było, ile z tego kursu wyniosłam i kiedy się umówię do służby. Ja oczywiście z chęcią się umawiałam, w końcu jestem pionierką, więc służba dla mnie to podstawa.
Pierwszy wywiad po kursie mnie samą zaskoczył. Niczego nie potrzebowałam, żadnej karteczki, pomocy, niczego, po prostu poszłam i odpowiadałam na pytania z tak zwanego marszu. Oczywiście przypisałam tę chwilową zdolność Jehowie, bo przecież człowiek sam z siebie nie jest zdolny do takiego wyczynu. Co za programowanie!
ROZDZIAŁ PIĄTY
Napisany: 2019-09-16 19:03

Każdy dzień był dla mnie taki sam. Rano zakupy, śniadanie i służba. Po obiedzie czytanie publikacji, Biblii i przygotowania do dnia następnego. I tak toczyło się moje życie. Ale przecież oprócz tego, że jestem Świadkiem Jehowy, jestem też i kobietą, dlatego pomyślałam i o swoich potrzebach życiowych, to znaczy szukaniem partnera.
I tu nastąpiło moje ogromne rozczarowanie. Wprawdzie bracia widzieli we mnie wspaniałą siostrę, ale nie kobietę. Jak zdążyłam z czasem się zorientować, wybór mieli spory, ponieważ więcej jest kobiet w tej organizacji. Poczułam się strasznie. Usłyszałam też przykre słowa pod moim adresem. Przestałam o sobie myśleć jak o kobiecie, tylko jak o kimś, kto ma być posłuszny i służyć Jehowie bez szemrania i narzekania.
Jak mówili starsi w zborze, ze wszystkim trzeba czekać na Jehowę. Mówili też, że jeśli czegoś potrzebujesz, powiedz o tym Jehowie. Mówiłam, i to bardzo dużo i długo, i nic. Jakiś ten Jehowa głuchy na moje modlitwy czy co?
Swoimi wątpliwościami podzieliłam się z jedną siostrą. To co od niej usłyszałam, wprawiło mnie w osłupienie; po co ci chłop w domu, to tylko kłopot, powiedziała. Tak, zapytałam, to dlaczego masz rodzinę? Masz swojego męża i się wymądrzasz, po prostu nie wytrzymałam nerwowo.
Więcej nie rozmawiałam z nikim na ten temat. A jak poznałam bliżej jakiegoś brata, to się szybko wycofywał, poznając młodszą, zgrabniejszą siostrę. Czułam się fatalnie, ale nikomu nic nie mówiłam. Bo przecież nikt nie rozumiał co ja czuję.
Pochłaniała mnie służba i praca dla Jehowy - tak przynajmniej w tym czasie myślałam.
W zborze zaczęto mówić o budowie Sali Królestwa. Przydałaby się, na pewno, bo nie mieliśmy ładnej sali. I pewnej jesieni, we wrześniu, ruszyła budowa. Był to okres wytężonej pracy. W mieszkaniach kwaterowali bracia i siostry z ekipy budowlanej. Moje mieszkanie też zamieniło się w hotel. Miałam po sześć, osiem osób każdego dnia przez trzy miesiące. Bracia po ciężkiej pracy zasiadali przed telewizorem, chcieli oglądać mecze, a ja wyprowadzałam się z domu, do pokoju, który mam na zewnątrz mieszkania. Tak było lepiej. Nie cierpię alkoholu, a oni chcieli wypić sobie piwo. Dobrze, że Kaśka mnie o tym uprzedziła, i że bracia nie upijali się, bo bym ich wyrzuciła z mieszkania.
Każdego ranka szłam trzy kilometry na salę do kuchni. Gotowaliśmy trzy posiłki a oprócz tego piekliśmy ciasta. I tu pokazały się charakterki. Siostry zaczęły się między sobą żreć, bracia nie lepsi. Jakież było moje zdziwienie kiedy i mi się dostało, ponieważ zginęła jedna kiełbasa i trzeba było ją znaleźć. Masakra jakie głupie powody miały siostry do kłótni. Nie wiadomo do dzisiaj gdzie podziała się kiełbasa.
Początkiem grudnia zachorowałam na tej budowie na zapalenie płuc. Zatem końcówka budowy obyła się bez mojego udziału. A ponieważ wszyscy byli zajęci budową, dlatego ja musiałam sobie sama radzić w chorobie. W pewnym momencie nie wytrzymałam i z żalu wypłakałam się przed Jehową.
Kiedy już sala była gotowa, pierwsze zebranie było z udziałem całej ekipy.
I coś, co mnie zszokowało, utkwiło mi w umyśle do dzisiaj. Kiedy brat mówił modlitwę, zaznaczył, że sala nie jest naszą własnością, tylko Jehowy i dlatego idzie w posiadanie Ciała Kierowniczego w Stanach. Jak to, zapytałam brata, który siedział przy mnie, to jest czyjaś własność ta nasza sala?
Tak, powiedział, my tylko ją będziemy używać do wielbienia Jehowy. Szok był okropny, to już jest ich własnością? Nie mogłam tego objąć umysłem. Coś co zbudowaliśmy swoimi rękami, coś co jest na Polskiej ziemi jest własnością Ciała Kierowniczego w Stanach?
Lenka, powiedział brat, zostaw ten temat, bo się pogubisz. Ja już się pogubiłam, odparłam.
ROZDZIAŁ SZÓSTY
Napisany: 2019-09-17 16:12

Kongresy, jakże intensywny czas dla Świadków Jehowy. Sama też się w to wkręcałam. Trzeba było przygotować na trzy dni wszystko, łącznie z rzeczami do ubrania. Dla nas to było święto. Siostry ubierały się ładnie, często kupując sobie nowe rzeczy, bo przecież trzeba godnie reprezentować Jehowę. Niech wszyscy widzą jaki jest ten lud Boży religii prawdziwej wdzięczny Bogu za dar, w postaci Kongresu.
W początkowych latach za wszelką cenę chciałam być każdego dnia, z czasem zapał stygł. Dlaczego tak się działo? Zaczęłam postrzegać sprawy, które na pozór wyglądały logicznie i normalnie.
Pierwszą taką sprawą, która mnie zainteresowała, to finanse. Na każdym zgromadzeniu czy kongresie są sprawozdania finansowe i oczywiście zachęty, żeby wrzucać do skrzynek pieniążki. Jednakże w rozliczeniach według mnie była jakaś niejasność. Sprawozdanie było tak przekazywane, że z tego nic nie wynikało, i nic nie było można zrozumieć. Ale zrzucałam to na karb mojej niewiedzy, aczkolwiek co nieco wiedziałam o finansach, ponieważ w szkole byłam przyuczana do zawodu księgowej.
Na jednym takim zgromadzeniu jedna siostra podzieliła się ze mną także swoimi spostrzeżeniami. Wówczas ją zganiłam; jak możesz rzucać takie podejrzenia na Bożą organizację? Z czasem już wiedziałam, że jest coś nie tak. Jeszcze dobrze nie rozgoniłam swoich wątpliwości a w zborze ogłosili wykluczenie tej siostry. Będę następna, pomyślałam.
Mimo wszystko mobilizowałam się do działania i pilnie głosiłam pełnoczasowo.
Pochłaniały mnie studia, które prowadziłam, odwiedziny, spotkania z braćmi, nawet ośrodek pionierski był w moim domu. Piękny to był dla mnie czas. W domu uwijali się bracia przy garach, żeby nakarmić całą grupę, ja tylko prosiłam Boga, żeby nie poniszczyli mi ścian. A wieczorami śpiewaliśmy Pieśni Królestwa, opowiadali bracia różne przeżycia ze służby, a nawet dwóch braci zakochało się w dwóch pionierkach i powstały dwa cudowne małżeństwa. Ale czas szybko mija, więc i ośrodek pojechał. Zostałam sama, dobrze, że do mnie przyszła wtedy Władzia, to było mi raźniej. Sprzątać po ośrodku nie było co, bo sami wszystko posprzątali. Bracia i siostry w zborach są cudowni, tak jak każdy z nas wierzą w to co robią. To dlaczego powstają takie wątpliwości, dlaczego są wykluczenia?
Z prostej przyczyny według mnie oczywiście, nie bierze się pod uwagę potrzeb jednostek, tylko potrzeby organizacji.
Bracia po kryjomu robią rzeczy zabronione przez tę organizację, a jak wychodzi na jaw uczynek, wtedy są wykluczenia. Jeśli masz wątpliwości jakieś, to masz czekać na Jehowę, bo kiedyś Jehowa to wyjaśni, i tak czekają latami i nic się nie wyjaśnia. Masz być podporządkowany organizacji i być posłusznym nawet, jeśli coś jest w brew logice.
A mój problem z finansami też się niedawno wyjaśnił, tylko tak jak w większości przypadków, kiedy jawnie zobaczono przekręt finansowy, to prosta formułka została rzucona - trzeba poczekać na Jehowę - i tak latami wszystko się zamiata pod dywanik.
To był mój punkt zwrotny w sposobie myślenia, chociaż jeszcze nie zachwiało to mojej wiary, wszystko w swoim czasie.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW