REKLAMA 83 - 120
 

WSPOMNIENIA  5  ROZDZIAŁ  XXI - XXV

WSPOMNIENIA XXI
01.04.2019 marzycielka 69

Wiosenny ranek wstawał wesoło, słońce zaglądało mi do okna i położyło swoje promienie na mojej poduszce. Czas się podnieść z pościeli, nie ma co leżeć, skoro taki piękny ranek się zapowiada. Mam nadzieję, że nikt nie zmąci mi spokoju. Kawa, pomyślałam i poszłam nastawić wodę na gaz. Trochę czasu upłynęło, ale wyszykowałam się, i w miasto, co będę siedziała w domu. Iść do wiewiórek? Nie wiem, żebym tylko nie spotkała tego zdrajcy, bo też lubi ten park.
Szłam spokojnie alejkami, pokarmiłam kaczki, teraz czas na wiewiórki. Kasztanowce już pogubiły kwiaty, ale nie straciły nic ze swojego piękna. Naprzeciwko mnie szła dziewczyna. Miała przyciemnione okulary, na głowie kapelusz, jeszcze woalka, na dłoniach koronkowe rękawiczki, bluzka z długim rękawem, spódnica do ziemi. Buzia ładna, tak mi się wydaje, warkocze zwisały wzdłuż ciała. Cała uzbrojona, ale dlaczego? Przyglądałam się tej smutnej twarzy, ileż bólu w tej młodej dziewczynie, co jej się stało? Obejrzałam się, dziewczyna usiadła na jednej z ławek. Z ciekawości podeszłam, i zapytałam, czy mogę się przysiąść. Proszę, burknęła. No dobrze, pomyślałam, posiedzę i pójdę, nie ma widać ochoty na rozmowę. Słońce między konarami wysyłało promienie na naszą ławeczkę. Dziewczyna w końcu podniosła woalkę, zdjęła okulary i wystawiła buzię do słońca. Naprawdę ładna dziewczyna, a gdzie jej rodzice? Pytania cisnęły mi się do głowy. Nie moja to sprawa, pomyślałam, ale ciekawość nie dawała za wygraną, więc nie odchodziłam, czekałam co będzie dalej. A końcu odezwała się pierwsza. Czy ma pani dziesięć złotych, żeby mi dać? Postawiłam na moment oczy w słup, ale szybko się ogarnęłam i zapytałam, na co tobie te pieniądze? Jak nie to nie, powiedziała i wstała z ławki. Proszę usiądź, jak masz na imię? Sonia, powiedziała, ale naprawdę potrzebuję tych pieniędzy. Dam ci te pieniądze, tylko mi powiedz całą prawdę. Jestem narkomanką, powiedziała, i schyliła głowę, jak czegoś nie wezmę to chyba oszaleję z bólu. Sonia, potrzebujesz pomocy, jak chcesz, to pójdę z tobą do lekarza. Niczego pani nie rozumie, krzyknęła, ja potrzebuję coś wziąć. A wczoraj skąd miałaś pieniądze na narkotyki,
gdzie twoi rodzice? Uciekłam z domu, a wczoraj facet mi zapłacił ze seks. Boże drogi, Sonia,nie rób tego, dobrze, dam ci pieniądze, ale wracaj do rodziców, oni ci pomogą. Ja nie potrzebuję pomocy, tylko działki. Byłam przerażona, do czego prowadzą narkotyki w tak młodym wieku. Z wielkim wyrzutem sumienia ale dałam jej te pieniądze,żeby czasami przeze mnie nie musiała się dzisiaj sprzedawać.

WSPOMNIENIA XXII
02.04.2019 marzycielka 69

Wieczór miałam pełen dziwnego niepokoju. W umyśle moim krążyła myśl, której nie mogłam się pozbyć; Sonia. Co musiało się dziać w życiu tej dziewczyny, że straciła kontakt z rodzicami. Czy narkotyki mają aż taką władzę nad człowiekiem? Jakoś moje sprawy zeszły na dalszy plan, chociaż na dzisiejszy wieczór. W końcu usiadłam do pisania, wątek sam się nasunął. Oderwana od rzeczywistości spędziłam tak kilka godzin. Spojrzałam na zegarek, dochodziła dwudziesta trzecia. Nieźle się wkręciłam w akcję, a zapomniałam o Arturze. Może jeszcze nie poszedł spać. Miałam od niego kilka wiadomości z prośbą o kontakt. Zapewne się coś u niego zadziało. Zadzwoniłam, odebrał i trochę z wyrzutami wyskoczył, że go zaniedbuję, a co to ja terapeuta, pomyślałam, ale nie śmiałam tego powiedzieć głośno. Co się stało, że tak się najeżyłeś? Potrzebuję pogadać, Artur był wstrząśnięty. Mów, może coś zaradzimy. Wyobraź sobie, że uciekła moja córka od matki, ale nie przyszła do mnie, i nie wiemy co się z nią dzieje. A na policję dzwoniłeś? Tak, nie możemy jej znaleźć. A tak w ogóle to ja jej szukam, bo matka ma to gdzieś, jest pełnoletnia, jak powiedziała moja żona, niech sobie ucieka jak nie docenia tego, że ma co jeść i gdzie spać. To dlaczego nie przyszła do ciebie, powiedziałam. Bo chce mnie ukarać za rozpad małżeństwa, ale do tego potrzebne są dwie strony, ja przecież nie odszedłem, żona mnie wyrzuciła, ale Sonia tego nie rozumie. Jak powiedziałeś, Sonia? Zaraz, zaraz czy twoja Sonia jest narkomanką? Jaką narkomanką, nic nie wiem. Pół roku temu była normalną dziewczynką, coś ty wymyśliła. No nie krzycz na mnie, bo ja też umiem nieźle wrzasnąć, ale chyba nie o to nam chodzi, co? Przepraszam, już nie wiem co mam zrobić. A skąd przyszło tobie do głowy, że Sonia może być narkomanką? Spotkałam dzisiaj w parku dziewczynkę, długie warkocze, średniego wzrostu. To może być Sonia, powiedział Artur. Więcej mu nie mówiłam na ten temat, tylko powiedziałam, że rano ja pójdę do parku, może ją spotkam i spróbuję zatrzymać, tylko musisz być pod telefonem, i zaraz szybko przyjść, bo mogę nie dać rady ją zatrzymać. A z policją nic nie wskórasz, skoro jest pełnoletnia. Ale gdzie ona nocuje? Nie wiem Artur, wiem tylko tyle, że uciekła z domu i się błąka po parku. Zakrył dłońmi oczy i przez chwilę nic nie mówił. Artur, twojej córce się zawalił bezpieczny świat, ona potrzebuje pomocy, ale nie chce jej w tej chwili, mam nadzieję, ze tobie uda się ją przekonać do leczenia. Co ty z tym leczeniem, Artur się zdenerwował. Prosiłam cię, żebyś na mnie nie podnosił głosu, bo się wyłączę. Nie jestem chłopcem do bicia, zapamiętaj to sobie. Zrozumiesz o czym mówię, jak zobaczysz Sonię.

WSPOMNIENIA XXIII
03.04.2019 marzycielka 69

Tej nocy spałam niespokojnie. Coś przeszkadzało mi odpoczywać, jakaś myśl dręczyła mnie, tylko nie za bardzo wiedziałam o co mi chodzi. Ranek pogodny, nic dziwnego, wiosna w pełni. Wybierałam się do parku, może spotkam Sonię. Umówiliśmy się z Arturem, że zaraz jak tylko ją zobaczę, będę do niego dzwonić. Szkoda marnować taki piękny wiosenny ranek, zatem po śniadaniu wyruszyłam do parku. Jak zwykle było pięknie. Tutaj wyczuwało się inne powietrze niż na ulicach. Przypominało mi moje dzieciństwo. Poszłam w kierunku wiewiórek, przykucnęłam pod jednym kasztanowcem i wyciągnęłam rękę ze słonecznikiem. Jedna z wiewiórek powoli schodziła z drzewa to się znów cofała. No zdecyduj się, powiedziałam do niej, nie będę tu kucała pół dnia. W końcu podeszła i zaczęła wybierać ziarenka słonecznika z mojej ręki. Ja mam orzeszki, usłyszałam za moimi plecami. Nie musiałam się odwracać, wiedziałam, że za mną stoi Paweł. Przykucnął i wyciągnął rękę z orzeszkiem. Nie możesz sobie znaleźć swojego drzewa i swojej wiewiórki, musisz podkupywać mi moją? To jest park, nie muszę mieć twojej zgody. Inka, nie przyszedłem się tutaj z tobą kłócić, chcę porozmawiać co dalej z naszym małżeństwem. Panienka nalega na ślub? Nie o to chodzi, tylko jesteśmy w takim zawieszeniu, niby jesteśmy małżeństwem a tak faktycznie to tego małżeństwa już nie ma. Na twoje wyraźne życzenie, mój mężu. Popatrzyłam na alejkę, a w głębi zajaśniała mi postać Soni. Nie mam czasu teraz rozmawiać, muszę zadzwonić, powiedziałam do Pawła i sięgnęłam po telefon. Nie możesz mi poświęcić godziny na przegadanie naszych spraw? Teraz mam ważniejszą sprawę. Artur, przyjeżdżaj natychmiast, jest. Paweł, za godzinę będę mogła z tobą porozmawiać. Kto to jest Artur, w głosie Pawła wyczułam niepokój. A to już nie twoja sprawa, Paweł ja mam teraz ważniejszą sprawę na głowie. Jaką sprawę? Potem, powiedziałam do niego i ruszyłam w stronę Soni. Szła ze spuszczoną głową jakby czegoś szukała więc mnie nie zauważyła jak podeszłam. Witaj Soniu, pamiętasz mnie? Podniosła głowę i lekko wykrzywiła usta co zapewne miało być uśmiechem. Pamiętam, to pani też ostatnio była w parku. Tak, trochę rozmawiałyśmy sobie, tylko nie wiem czy pamiętasz o czym. Pamiętam, pani się przejęła narkomanką, a większość ludzi ucieka ode mnie. Soniu, ludzie nie wiedzą jak reagować, boją się nieznanego i dlatego tak to wygląda. W alejce zobaczyłam już Artura, biegł do Soni ile miał siły w nogach i płucach, biedny, zaraz przeżyje szok

WSPOMNIENIA XXIV
05.04.2019 marzycielka 69

Artur zdyszany podbiegł do nas. Sonia, jak ty wyglądasz? Widać było, że widok córki w takim stanie go zszokował. A co cię to obchodzi, zostawiłeś nas to się nie interesuj co ja ze sobą robię, Sonia krzyknęła i zerwała się z ławki gotowa do ucieczki. Artur był szybszy i przytrzymał ją za rękę. Soniu, ja ciebie nie zostawiłem, my tylko z mamą nie możemy się dogadać. A kiedy się dogadacie? Zostawiłam ich razem a sama poszłam do Pawła, który stał w tym samym miejscu gdzie go zostawiłam. A co to za ludzie? Ojciec z córką. Nie pytaj, bo i tak ci nic nie powiem. Jesteście razem? Paweł chciał wiedzieć, zapewne będzie mu ta informacja potrzeba do rozwodu. Nie, nie jesteśmy razem, ja to nie ty, nie ganiam za chłopami. To co, kto wniesie papiery do sądu, ty czy ja? Chcesz tego rozwodu, zapytał jakby coś to miało zmienić. Dobrze, powiedział Paweł, ja wezmę na siebie koszta, tylko chciałem wiedzieć czy tego chcesz na pewno. To, zanieś pozew, a o reszcie najlepiej jak będą rozmawiać nasi adwokaci, jeszcze się dowiem u mojego jak to wszystko wygląda. Jeśli chcesz coś z mieszkania wziąć, to proszę cię, przychodź sam ale najpierw daj mi znać, żebym była w domu, nie chcę żeby ci się coś do rączki mojego przykleiło. Inka, za kogo ty mnie masz? Za zdrajcę, Paweł, za zdrajcę i nieodpowiedzialnego człowieka oględnie mówiąc. Teraz niech nasi adwokaci zajmą się naszym życiem, nie pisz, nie dzwoń niepotrzebnie, nie mamy już ze sobą nic wspólnego. Bardzo bolało. Inka, przepraszam, mam gdzieś twoje przeprosiny, następny dupek pokazał swoją prawdziwą twarz, Odeszłam od niego najszybciej jak tylko się dało. Łzy dławiły mnie w gardle, na policzkach poczułam, jak dwie spływają pozostawiając po sobie niemiłe uczucie. Dupek, przemknęło mi przez myśl. Nie zwróciłam nawet uwagi, że Artur ze Sonią zniknęli. Może chociaż im się uda odbudować relacje rodzinne. Zadzwoniłam do Anki, chciałam pogadać z kimś, kto mnie zrozumie, padło na nią. Umówiłyśmy się na spotkanie w kawiarence, ponieważ ona też była już w mieście. Weszłam do kawiarenki niedużej, ale przytulnej. Anka już siedziała przy stoliku nawet zdążyła zamówić nam kawę. Usiadłam, Anka spytała, co tym razem nawywijał twój mąż. Skąd wiesz, że to o niego chodzi? Bo przez niego płaczesz ostatnio. Już nie będę przez niego płakać, przyrzekam. Bardzo dobrze, nie ma co sobie psuć zdrowia takimi mężczyznami. Mam nadzieję, że teraz szybko się potoczy, powiedziałam, jesteśmy zgodni co do rozwodu.

WSPOMNIENIA XXV
06.04.2019 marzycielka 69

Wieczorem długo rozmawialiśmy z Arturem. Był dziwnie spokojny. Gdzie Sonia, zapytałam. Chciała iść do mamy, więc ją tam zawiozłem i uzgodniliśmy z żoną, że będę codziennie przychodził, żeby Sonia czuła we mnie oparcie. Jesteś idealistą, Sonia wytnie wam wkrótce niezły numer, jeśli jej nie zaprowadzicie do lekarza. Ale powiedziała, że będzie spokojnie siedziała w domu. Artur, ja na twoim miejscu nie bagatelizowałabym sprawy. Sonia jest uzależniona i będzie wkrótce robiła wszystko, żeby tylko się naćpać.A poza tym przebadała bym ją nawet na HIV. Co ty mówisz, przecież to moja córka, Artur podniósł głos. Nie krzycz na mnie, powiedziałam, nie życzę sobie podnoszenia na mnie głosu. Kiedyś ci mówiłam, że nie pozwolę nikomu nawet na mnie krzyknąć. Wyłączyłam się, nie będzie na mnie dupek krzyczał. Każdy ma swoje problemy. Chciałam pomóc, ale widać nie takich słów pocieszenia się spodziewał. Mam to już gdzieś, niech sami się kiszą w swojej beczce. Zła jak osa poszłam spać, ale nie było mi dane zasnąć. Długo wierciłam się w łóżku więc wzięłam jakąś książkę. Po paru minutach wyciszyłam się na tyle, że zasnęłam. Rano obudził mnie telefon, to moja Walentyna kochana. U niej to już praca wre na gospodarce a u mnie ledwo oczy się otwierają. Co tam kochana u ciebie, zapytałam. Dobrze, odparła, a co u ciebie? Jeszcze śpię. Wstawaj, bo zaraz będę u ciebie. Cudownie! Jak ja tęskniłam za naszymi rozmowami. Szybko wyskoczyłam z łóżka, trzeba zrobić jakieś zakupy. Coś się musiało zdarzyć skoro Walka wybiera się do miasta. Nawet nie zjadłam śniadania, tylko poleciałam do sklepu. Zaraz, co ona lubi? Kurka, zapomniałam, W domu u niej to wszystko jadła, tylko tam jest zdrowa żywność, z jej własnego pola. Co ja ugotuję? Wzięłam rybę, myślę, że będzie dobrze. Jakąś zupę zrobimy do tego i będziemy paplać do rana.Obie nie pijemy, ani nie palimy papierosów, zatem będzie się nam dobrze rozmawiało przy kawce i herbatce. Trochę ogarnęłam mieszkanie, żeby było przyjemniej i czekałam. W końcu się zjawiła, uśmiechnięta, opalona, pełna energii i pomysłów. Postawiła dwie torby na stole. Rozpakuj, powiedziała. Ja przytargałam, a reszta należy do ciebie. Co to jest? Nie wypada z wioski do miasta przyjechać bez niczego. Zajrzałam do środka. Walka, ratunku, kiedy ja to zjem. Nie wiem, to już twoja jest robota, żeby to znikło. Nie żartuj, to pułk wojska można nakarmić. W torbach było wszystko, co lubią ludzie z miasta. Wałówka po świniobiciu.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW