REKLAMA 83 - 120
 

WSPOMNIENIA 6   ROZDZIAŁ  XXVI - XXX

WSPOMNIENIA XXVI
07.04.2019 marzycielka 69

Wieczór z Walką był jak zawsze pełen śmiechu i różnych zabawnych opowieści. Nawet nie miałam czasu żeby zapytać co ją do mnie sprowadzało, cieszyłam się jej obecnością. Rano Walka swoim zwyczajem już o piątej była na nogach. Pozwoliła mi pospać do siódmej i nie wytrzymała, tylko zwaliła mnie z łóżka. Wstawaj, szkoda dnia, powiedziała. Walka, dla mnie to środek nocy. Lenka, u mnie tak długo nigdy nie spałaś, Walka była nieugięta. Powiedz mi, zapytałam, dlaczego zaczęłaś na mnie mówić Lenka, skoro ja jestem Inka? A co, miałam cię nazywać tak jak kawę? No tak, przypomniałam sobie. Jednego razu jej mąż zażartował sobie ze mnie. Kiedy Walka powiedziała do niego" podaj mi inkę" wziął mnie na ręce i posadził na stole, Od tego czasu byłam Lenką. Trochę zabawnych sytuacji miałyśmy z Walką. Ale to było tak dawno, że obrazy się zacierają. Poszłyśmy po śniadaniu do parku, do moich wiewiórek. Ścieszki mi znane, ale i powracają wspomnienia niedawnych wydarzeń w moim życiu. Walka, dlaczego ja mam takie przekichane życie? Tak to czasami w życiu się zdarza, kochana. Ciągnie się za nami sznurek
nieszczęść, nieodpowiedni ludzie, przypadkowe zdarzenia, i nieszczęścia gotowe. Ale dlaczego na mnie to się skupia? Inni mają o wiele więcej kłopotów ale są szczęśliwi, bo mają kochających mężów, ustabilizowane życie, a ja co zmontuje jakoś swoje życie to się rozleci. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale już nie wychodziło ci na dobre w małżeństwie, to był nie ten mężczyzna. No tak, mają dranie talent do niszczenia kobiet, powiedziałam. Walka a ty, przecież z pierwszym mężem niewypał, ale do końca jakoś też kleciłaś to małżeństwo. Tak Lenka, tylko my byłyśmy przekonane, że małżeństwo to na zawsze, póki śmierć nie rozłączy. I rozłączyła, Ja mam drugiego dobrego, a tobie ten drugi też wychodzi bokiem. Czkawką mi się to małżeństwo odbija. Masakra co się z ludźmi dzieje. Stanęłam jak słup soli. Naprzeciwko nas zza zakrętu wyłonił się Paweł ze swoją zdobyczą. Lenka, proszę cię, przejdźmy obok ze spokojem, nie wygłupiaj się, proszę, żebyś czasami z czymś nie wyskoczyła. Nie wiem Walka, nie wiem, może nie wyskoczę, postaram się. Nogi moje ważyły tonę, przebierałam nimi chyba poza swoją świadomością. Walka wzięła mnie pod rękę i mocno ścisnęła. Poczułam ból. Walka co robisz, boli. I dobrze, lepiej żebym to ja ci zadała ból niż ten dupek, bo ja tylko odwracam twoją uwagę od nich. Pochłonięta bólem ręki przeszłam spokojnie obok Pawła. Już po bólu, powiedziała Walka. Nie możesz przychodzić w te miejsca gdzie spotykasz jego. Jesteś masochistką czy co? Już zaraz masochistka, lubię po prostu ten park. To polub inne miejsca, nie stwarzaj na razie okazji do takich spotkań. Po co ci to potrzebne? Usiadłyśmy na ławce. Walka, zapytałam, po co właściwie przyjechałaś do mnie, bo nie wierzę, że zostawiłaś męża, gospodarkę i przyjechałaś do mnie bo się stęskniłaś. No nie. Więc co się stało? Jestem w ciąży, powiedziała Walka. W ciąży? W tym wieku? Przepraszam cię kochana, ale tak mi się błyskawicznie powiedziało. Ale czekaj, dlaczego do mnie z tym, przecież ja ci dziecka nie zrobiłam. Mąż wie o ciąży? Wie, i oboje nie wiemy co robić. Przecież to mała istotka, niech ci nie przyjdzie do głowy nic głupiego. Lenka, ale kiedy ja wychowam to dziecko? Pomogą ci dzieci, przecież cię z tym nie zostawią. Walka, proszę cię, ja do niczego ręki nie przyłożę i tobie też nie pozwolę. Cała noc była przegadana. Powspominałyśmy nasze ciąże, porody, wychowania naszych maluszków, co ja mówię, toż to dorosłe osobniki. A Walka będzie maiła dzidziusia

WSPOMNIENIA XXVII
10.04.2019 marzycielka 69

Miałam wrażenie, że czas się zatrzymał dla mnie i dla Walki. Przeszłyśmy do wspominania lat, w których czułyśmy się trochę szalone. Kiedy to słońce budziło nas zaglądając do sypialni. Wstawałyśmy i szłyśmy na dwór a tam już witał nas gwar. Teraz też może witać mnie gwar jeśli otworzę okno, tylko to już inny gwar, to miasto się budzi a nie wieś.
Cóż mogłam zrobić,pocieszać Walkę, dodać jej trochę pewności i przysłowiowego kopa, żeby czasami nie pomyślała o tym, o czym jużnie chciałyśmy rozmawiać. Ważne, że pojechała do domu a nie poszła szukać prywatnego ginekologa. A ja musiałam coś zrobić z tą górą jedzenia, która zaległa moją lodówkę po wizycie mojej Walentyny. Zadzwoniłam do Anki. Anka - powiedziałam, mam dla ciebie niespodziankę, tylko musisz do mnie przyjechać samochodem. Za godzinę - powiedziała, teraz nie mogę. Może być za godzinę, zgodziłam się z nią, tylko bądź, bo niespodzianka dostanie nóg. A co tam kozę masz czy co - zapytała Anka. Nie wiem czy to koza ale coś w częściach - odparłam. Inka, ja tylko żartowałam, Anka się nastroszyła. A ja nie żartuję, przyjedziesz to zobaczysz - odparłam.
Anka wparowała w końcu do mojego mieszkania, i od progu zaczęła zniecierpliwiona dopominać się niespodzianki. Choć do kuchni, pokażę ci o co mi chodzi. Otworzyłam lodówkę, a oczy Anki zrobiły się jak pięć złotych. Skąd to masz?
Anka stała teraz z rozdziawioną buzią. Walka była u mnie i jak zwykle nie umie przyjechać bez niczego. Zawsze coś przywiezie, ale ona jest taka, serce na dłoni. Sporo tego - Anka spróbowała kawałek kiełbasy. Ależ to dobre, jak oni to robią. Wiesz Anka, to ich tajemnica rodzinna, nigdy nie pytałam, ale zawsze smacznie się jadło. Dobrze, dawaj torbę, spakuję tobie to jedzonko, żeby się nie zmarnowało - powiedziałam do Anki i zaczęłam wyciągać smakołyki z lodówki. Będzie miał co Grzegorz robić - powiedziała Anka i zaczęła wkładać do torby, potem jeszcze do reklamówki. Inka, a co u ciebie -spytała Anka. Staram się nie myśleć, mam nadzieję, że wszystko przebiegnie bezboleśnie. Też mam taką nadzieję - powiedziała Anka. Ale trzymaj się kochana, ja już lecę - powiedziała Anka i zniknęła za drzwiami. Dobrze, pomyślałam, to już lodówkę mam załatwioną teraz czas usiąść do pisania. Dużo masz zaległości, Inka, powiedziałam do siebie i zasiadłam do laptopa.

WSPOMNIENIA XXVII
10.04.2019 marzycielka 69

Miałam wrażenie, że czas się zatrzymał dla mnie i dla Walki. Przeszłyśmy do wspominania lat, w których czułyśmy się trochę szalone. Kiedy to słońce budziło nas zaglądając do sypialni. Wstawałyśmy i szłyśmy na dwór a tam już witał nas gwar. Teraz też może witać mnie gwar jeśli otworzę okno, tylko to już inny gwar, to miasto się budzi a nie wieś.
Cóż mogłam zrobić,pocieszać Walkę, dodać jej trochę pewności i przysłowiowego kopa, żeby czasami nie pomyślała o tym, o czym jużnie chciałyśmy rozmawiać. Ważne, że pojechała do domu a nie poszła szukać prywatnego ginekologa. A ja musiałam coś zrobić z tą górą jedzenia, która zaległa moją lodówkę po wizycie mojej Walentyny. Zadzwoniłam do Anki. Anka - powiedziałam, mam dla ciebie niespodziankę, tylko musisz do mnie przyjechać samochodem. Za godzinę - powiedziała, teraz nie mogę. Może być za godzinę, zgodziłam się z nią, tylko bądź, bo niespodzianka dostanie nóg. A co tam kozę masz czy co - zapytała Anka. Nie wiem czy to koza ale coś w częściach - odparłam. Inka, ja tylko żartowałam, Anka się nastroszyła. A ja nie żartuję, przyjedziesz to zobaczysz - odparłam.
Anka wparowała w końcu do mojego mieszkania, i od progu zaczęła zniecierpliwiona dopominać się niespodzianki. Choć do kuchni, pokażę ci o co mi chodzi. Otworzyłam lodówkę, a oczy Anki zrobiły się jak pięć złotych. Skąd to masz?
Anka stała teraz z rozdziawioną buzią. Walka była u mnie i jak zwykle nie umie przyjechać bez niczego. Zawsze coś przywiezie, ale ona jest taka, serce na dłoni. Sporo tego - Anka spróbowała kawałek kiełbasy. Ależ to dobre, jak oni to robią. Wiesz Anka, to ich tajemnica rodzinna, nigdy nie pytałam, ale zawsze smacznie się jadło. Dobrze, dawaj torbę, spakuję tobie to jedzonko, żeby się nie zmarnowało - powiedziałam do Anki i zaczęłam wyciągać smakołyki z lodówki. Będzie miał co Grzegorz robić - powiedziała Anka i zaczęła wkładać do torby, potem jeszcze do reklamówki. Inka, a co u ciebie -spytała Anka. Staram się nie myśleć, mam nadzieję, że wszystko przebiegnie bezboleśnie. Też mam taką nadzieję - powiedziała Anka. Ale trzymaj się kochana, ja już lecę - powiedziała Anka i zniknęła za drzwiami. Dobrze, pomyślałam, to już lodówkę mam załatwioną teraz czas usiąść do pisania. Dużo masz zaległości, Inka, powiedziałam do siebie i zasiadłam do laptopa.

WSPOMNIENIA XXXIII
Napisany: 2019-04-18

Szybko i sprawnie poszło nam z Ireną przygotowanie kolacji. Jakoś długo ich nie ma - powiedziałam z niepokojem w głosie, Bałam się przecież o mojego braciszka, żeby sobie nie narobił kłopotów. Przestań Inka, to są męskie rozmowy, muszą trochę trwać - powiedziała Irena i wzięła się za pałaszowanie kotleta. W końcu są, ucieszyłam się kiedy usłyszałam dzwonek w drzwiach. Jestem siostrzyczko, powiedział Darek, przyprowadziłem ci gościa ale tylko na chwilkę, zabierze co swoje i już go więcej nie zobaczysz, chyba że na sprawie rozwodowej, prawda szwagier? Paweł blady jak ściana pokiwał głową. Dobrze, powiedziałam, to choć mój mężu wywalę ci resztę twoich rzeczy i zabieraj je sobie. Było mi go teraz szkoda, widziałam w jego oczach strach. Jakby nic nie kombinował ze swoją lalą, to bym nawet nie powiadamiała brata o naszym rozstaniu. Zbierał wszystkie swoje ciuchy, jakieś płyty i inne szpargały, ładował to do torby aż w końcu zamknęłam za nim drzwi. Mój braciszek nie byłby sobą jakby nie przypomniał mu o ich umowie. A teraz moja kochana siostrzyczko dawaj nam jeść, bo mężczyźni się napracowali. Jak ja lubiłam nasze rozmowy. Był konkretnym facetem, zawsze walczył o swoją rodzinę. Siedliśmy do kolacji i w parę minut wszystko zniknęło z talerzy. A rozmowa zeszła na wiosnę i jej uroki. W końcu wszyscy poszli spać, tylko ja z braciszkiem siedziałam i do białego rana wylewałam łzy krokodyle. Czas Inka pomyśleć o siebie nie uważasz? Wyjedź gdzieś, a sprawy rozwodu zostaw adwokatom. Nie chcę, żebyś się znowu rozchorowała. Czasami wspomnienia cię zabijają, nie daj się. A ten twój mąż jeszcze ci dołożył. Ja muszę wracać do domu z Irenką, a ty się prześpij i weź jakąś przyjaciółkę na pogaduchy a potem pomyśl o wyjeździe. Śniadanie przygotowaliśmy z braciszkiem, potem towarzystwo się najadło, wypiło kawę i pojechało do domów. Została mi pustka. Jak cicho, jakbym była sama na tej planecie. Inka, weź się w garść, powiedziałam do siebie, tylko dlaczego ta moja garść taka mała? Muszę się zorganizować i pomyśleć o jakimś wyjeździe, tylko dokąd? Morze? Góry? A może jeziora? Nie, jeziora zdecydowanie nie! Zatem morze. To zacznij Inka dzwonić, i wyruszaj w drogę, wrócisz po paru tygodniach odmieniona.

WSPOMNIENIA XXIX
10.04.2019 marzycielka69

Przyszłam do domu, cała roztrzęsiona. Co on znowu kombinuje? Musiałam się uspokoić, żeby nie zacząć krzyczeć. Dlaczego to tak boli? Niech w końcu da mi spokój, bo sobie z tym bólem nie poradzę. Położyłam się na łóżku i zasnęłam, Obudziło mnie pukanie do drzwi. Kto to może być - pomyślałam. Chyba nie Anka, bo ona ma już Grześka w domu. Podeszłam pod drzwi i zerknęłam w judasza. Zamarłam, co mam robić? Po co on tu przyszedł, żeby mnie wkurzać? Otworzyłam drzwi z zamka i stanęłam tak, żeby nie mógł przejść. O co ci chodzi? Mało mi życia zatrułeś? Inka, ja chcę wejść do mieszkania. Ale ja ciebie tu nie zapraszam, masz swoje to sobie tam siedźcie, moje zostawcie w spokoju. Inka, możemy porozmawiać, proszę cię. Paweł, my już nie mamy wspólnych spraw, sam tak zadecydowałeś w momencie jak robiłeś jej dziecko. Ale to nie moje dziecko, oszukała mnie, zanim mnie spotkała już była w ciąży i szukała ojca dla dziecka. Brawo, padło na ciebie! Moja radość nie była udawana. A dobrze ci draniu, niech cię boli jak najmocniej. Wejdź, bo jeszcze zrobimy cyrk na klatce, a tego bym nie chciała. Napawałam się jego bólem, a co, ja mam tylko cierpieć? Jak długo jeszcze będziesz myślał rozporkiem a nie głową? Nie dobijaj mnie, był naprawdę roztrzęsiony. Ale co mnie to może obchodzić, nad moim bólem to on się nie zastanowi, egoista, przyszedł do żony skarżyć się na kochankę? To już przechodzi ludzkie pojęcie. Mięczak jeden. Paweł, powiedziałam, sam sobie naważyłeś tego piwa, to i sam sobie je wypij. Wiesz, że ja nie cierpię alkoholu. Musisz mnie tak dołować - zawiesił głos, i widać było jak to przeżywa. I dobrze mu tak, niech ma za swoje. O mój ból to on się nie martwił, więc jego ból guzik mnie obchodzi. Nie jestem bezduszna, ale sam zapracował na to cierpienie, a przy okazji mi też je zafundował. Paweł - powiedziałam, nie chcę być niegrzeczna, ale ja chcę wyjść zatem dobrze by było żebyś sobie już poszedł. Nigdzie nie idę, muszę się położyć. Co? Gdzie idziesz? Co sypialni, powiedział Paweł i zniknął za drzwiami. No pięknie, przyjdzie mi pielęgnować zranione serce męża? A guzik, moim się nie przejmuje, to tym bardziej mam gdzieś jego ból, ja mu nie zadałam nigdy takiego bólu. Pobawił się trochę a teraz do żony? Mam gdzieś jego sen. Poszłam do pokoju i włączyłam odkurzacz, przecież muszę kiedyś posprzątać, padło na teraz.

WSPOMNIENIA XXX
15.04.2019 marzycielka69

Inka, proszę cię - powiedział Paweł, chcę trochę się przespać, boli mnie głowa. Co ty nie powiesz, jeszcze powiedz, że masz okres i będzie komplet dolegliwości łóżkowych. To pójdę do drugiego pokoju na kanapę - Paweł próbował mnie udobruchać, ale byłam tak wściekła, że mogłabym go pogryźć, tylko się bałam, że mi odda. Ale ja zaraz będę tam też odkurzać - odparłam. Rozumiem - powiedział, nie chcesz mnie w swoim życiu, ale ja nie mam gdzie pójść, a tutaj jestem zameldowany, dlatego choćbyś nie wiem jak się starała, nie możesz mnie wykurzyć. Co? A twoje wynajęte mieszkanie? Już go nie mam, musiałem opuścić. Coś mi się zdaje, że lala się tam zakorzeniła ze swoim nowym facetem? Paweł nie odezwał się ani słowem. I tak się kończą romanse podstarzałego faceta z młodą dziewuchą. Wyrolowała cię na całego. Brawo ty! Warto było? Miałam ochotę pastwić się nad nim nadal, ale się ulitowałam, niech się prześpi, niech pozna łaskawe serce żony. Zadzwoniłam do Anki, była w pół godziny. Musiałam z siebie wyrzucić wszystkie toksyczne myśli, aby zacząć myśleć logicznie. Po kolei - Anka nie nadążała za moimi słowami. Nie wszystko na raz. Gdzie jest Paweł? - zapytała Anka. W pokoju śpi - odpowiedziałam. Aha, ale dlaczego? Anka nadal nie rozumiała o co chodzi. Spokojnie zaczęłam jej tłumaczyć co się stało. Potem już tylko zastanawiałyśmy się jak go wykurzyć z mieszkania, nie znalazłyśmy dobrej metody, ale on znalazł, po prostu wszedł do mieszkania i już. To teraz będziesz miała na głowie drania, znając jego nie usunie się z domu. Wiem o tym Anka, i nie wiem co robić. Siłą go nie usunę bo mi sprowadzi na głowę policję, ma prawo do mieszkania, jesteśmy na papierze małżeństwem. A poza tym, on potrafi być agresywny jeśli coś nie idzie po jego myśli. Byłam załamana. Teraz będę miała niezłe piekiełko domowe. Anka w końcu musiała iść do domu, miała przecież normalnego męża. Włączyłam telewizor, może coś jest ciekawego. Pobiegałam po kanałach i nie było nic konkretnego, zatem zasiadłam do komputera. Wyświetliły mi się wiadomości. Jedna była od Artura. Jakby wołanie o pomoc. A nie mówiłam, że Sonia da im popalić. Odpisałam, że przecież mówiłam o tym, to mnie skrzyczałeś, warto mądrzejszego czasami posłuchać. Odpisał natychmiast. Inka, możesz się ze mną spotkać, proszę. Artur, ja mam swoje problemy, nie mam siły zajmować się twoimi. Powinniście razem z Sonią usiąść i namówić ją na odwyk. 
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW