REKLAMA 83 - 120
 

WSPOMNIENIA 7  ROZDZIAŁ  XXXI - XXXV

WSPOMNIENIA XXXI
16.04.2019 marzycielka69

Z kim rozmawiasz? Za moimi plecami stał Paweł. A co cię to obchodzi, pilnuj swoich panienek - odparłam. Będzie mnie tutaj kontrolował. Jakiegoś fagasa sobie podrywasz - Paweł był zdenerwowany. To już nie twoja sprawa - odpowiedziałam. Przypominam ci, że jesteś moją żoną. Co ty nie powiesz. A ja myślałam, że zakończyłeś to małżeństwo, czy tylko miałeś sobie na boku panienkę? Proszę cię Inka, musisz do tego wracać? Paweł, wpakowałeś mi się do mieszkania, wlazłeś do mojego łóżka, a teraz chcesz zawładnąć moim życiem? Wszystko poszło, jakbyś przez palce przecedził nasze życie i na końcu nic nie zostało. Tyle warte jest nasze małżeństwo. Jak piasek w otwartej dłoni. Ominęłam osłupiałego Pawła i poszłam do łazienki. Potem wzięłam kurtkę z wieszaka w przedpokoju i nakładałam buty, kiedy to Paweł stanął przede mną. Dokąd idziesz - zapytał. A wiesz, mam ochotę porozmawiać sobie z twoją panienką zatem idę do twojego mieszkania zobaczyć co właściwie się stało. Mówiłem ci, że to już skończone. Ale mi nie chodzi o to czy to skończone, tylko o to żeby sobie ciebie stąd zabrała. Przecież ci mówiłem, że mnie wystawiła - Paweł podniósł głos na mnie. Dlaczego ci nie wierzę? To ja też idę, głos Pawła był dziwnie drżący. Co on kombinuje? Kiedy dotarliśmy do jego kawalerki, jeszcze próbował mnie odwieźć od rozmowy z jego panienką, ale ja już wiedziałam, że coś tu jest na rzeczy. Otworzyła nam dziewczyna w zaawansowanej ciąży. Kiedy mnie zobaczyła próbowała zamknąć mi drzwi.Byłam szybsza, wpakowałam buta między drzwi. Albo mi pani powie o co chodzi, albo zacznę krzyczeć na klatce, że jest pani puszczalska panienka a to mój mąż który zrobił pani dziecko. Więc ja nie wchodzę do środka a pani mi mówi o co chodzi. Powiedziałeś jej, zapytała panienka a Paweł stanął cały w purpurze. No tak, więc chodzi o moje mieszkanie? Palnęłam jak z dubeltówki. Oboje zamilkli. Obróciłam się i na schodach wycedziłam przez zęby - jeśli podejdziesz do mojego mieszkania bliżej jak na sto metrów to mówię ci otwarcie, nie omieszkam powiedzieć o wszystkim mojemu bratu, a wiesz jak on mnie kocha, prawda? Zamknęli za sobą drzwi, a ja się po prostu rozpłakałam. Muszę zmienić znowu zamki w drzwiach, pomyślałam. Jak dobrze, że nie dałam się przeprosić w końcu panienka wylądowałaby w moim mieszkaniu z dzieckiem na dokładkę. Szłam ulicami mojego miasta i czułam się jakby to miasto mnie przeżuło i wypluło. Wszystko raptem stało się szare i smutne. Hej, bo mnie rozdepczesz, głos ten mnie wyrwał z zadumy. Podniosłam oczy i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę, który próbował uporać się ze smyczą swojego psa, która to smycz owinęła się wokół moich nóg. Piesek po prostu cieszył się na mój widok. Chociaż psina mnie polubiła. Czy coś się stało? Zapytał nieznajomy. Nie, nic się nie stało, proszę pana, to tylko życie robi mi kawały. Oj, chyba bolesny ten kawał? Chyba tak, pogłaskałam pieska i poszłam do domu.

WSPOMNIENIA XXXII
Napisany: 2019-04-16

Zbita jak przysłowiowy pies wróciłam do domu. Nie chciałam już Ance zawracać głowy, zapewne miała dosyć moich problemów. Wzięłam telefon i wybrałam numer. W słuchawce po pewnym czasie usłyszałam znajomy mi głos. No mów, coś nawywijała? Ja nic, powiedziałam, tylko mój mąż. Opowiadaj, braciszek jak zawsze konkretny. Kiedy skończyłam, powiedział tylko; muszę sobie z nim pogadać. Proszę cię braciszku, tylko bez przesady, nie chcę żebyś go uszkodził. Inka, ja go przecież nie będę bił, tylko mu wytłumaczę, że kobiet się nie niszczy. Podaj mi adres. Teraz chcesz jechać - zapytałam. A po co zwlekać, teraz akurat mam czas, więc w godzinkę będę u niego a ty zrób jakąś kolację, bo zostanę u ciebie na noc. Chyba musimy porozmawiać, bo inaczej rozsypiesz mi się i znowu będzie szpital. Kochany braciszek, konkretny, jak ma coś załatwić to załatwia. Nie chciałabym teraz być w skórze Pawła. Mam nadzieję, że braciszek mój wziął sobie mniej narwanego kolegę niż przy pierwszym moim mężu, którego uczył poszanowania dla żony. Moja bratowa miała spokojnego męża i z zasadami. Nie niszczył kobiet, kochał swoją żonę i swoje dzieci, które łaziły mu po głowie a on z tego szczęścia kochał je ponad wszystko. Śmiałam się nieraz, że pyłki spod nóg im wymiatał kiedy uczyły się chodzić. Nawet nie mogłam wykąpać żadnego kiedy on był w domu, bo mu dziecko uszkodzę. Dzieci są dla mojego braciszka całym światem, a żona nagrodą od losu. Teraz przyszło mi czekać kiedy mój braciszek porozmawia z moim mężem a potem będzie słuchał moich narzekań. Po godzinie podjechali samochodem pod mój dom. Braciszek przywiózł swoją żonę, i pojechał do Pawła. Irena weszła do mieszkania i przywitała się ze mną. Darek powiedział mi, że mam ci pomóc zrobić kolację, bo będziesz miała nas czworo w domu. To wziął sobie dwóch kolegów? Spokojnie Inka, obiecał, że nic mu nie zrobi tylko musi Paweł poczuć strach, aby dał ci spokój i to na zawsze. Mam nadzieję, nie chcę żeby Darek miał przeze mnie problemy. Wiesz Inka jak on jest za rodziną, nie pozwoli nigdy skrzywdzić nas. Wiem Irka, ale ciężko i tak mi się zwracać za każdym razem do was. Tylko, że Paweł chce się wepchać ze swoją ciężarną dziunią mi do mieszkania, bo w kawalerce jak wychować dziecko. Inka, to nie twoja sprawa, ty swoje wychowałaś. Irena nie owijała w bawełnę - nie mogłaś się zabawić tylko musiałaś brać ślub?

WSPOMNIENIA XXXIII
Napisany: 2019-04-18

Szybko i sprawnie poszło nam z Ireną przygotowanie kolacji. Jakoś długo ich nie ma - powiedziałam z niepokojem w głosie, Bałam się przecież o mojego braciszka, żeby sobie nie narobił kłopotów. Przestań Inka, to są męskie rozmowy, muszą trochę trwać - powiedziała Irena i wzięła się za pałaszowanie kotleta. W końcu są, ucieszyłam się kiedy usłyszałam dzwonek w drzwiach. Jestem siostrzyczko, powiedział Darek, przyprowadziłem ci gościa ale tylko na chwilkę, zabierze co swoje i już go więcej nie zobaczysz, chyba że na sprawie rozwodowej, prawda szwagier? Paweł blady jak ściana pokiwał głową. Dobrze, powiedziałam, to choć mój mężu wywalę ci resztę twoich rzeczy i zabieraj je sobie. Było mi go teraz szkoda, widziałam w jego oczach strach. Jakby nic nie kombinował ze swoją lalą, to bym nawet nie powiadamiała brata o naszym rozstaniu. Zbierał wszystkie swoje ciuchy, jakieś płyty i inne szpargały, ładował to do torby aż w końcu zamknęłam za nim drzwi. Mój braciszek nie byłby sobą jakby nie przypomniał mu o ich umowie. A teraz moja kochana siostrzyczko dawaj nam jeść, bo mężczyźni się napracowali. Jak ja lubiłam nasze rozmowy. Był konkretnym facetem, zawsze walczył o swoją rodzinę. Siedliśmy do kolacji i w parę minut wszystko zniknęło z talerzy. A rozmowa zeszła na wiosnę i jej uroki. W końcu wszyscy poszli spać, tylko ja z braciszkiem siedziałam i do białego rana wylewałam łzy krokodyle. Czas Inka pomyśleć o siebie nie uważasz? Wyjedź gdzieś, a sprawy rozwodu zostaw adwokatom. Nie chcę, żebyś się znowu rozchorowała. Czasami wspomnienia cię zabijają, nie daj się. A ten twój mąż jeszcze ci dołożył. Ja muszę wracać do domu z Irenką, a ty się prześpij i weź jakąś przyjaciółkę na pogaduchy a potem pomyśl o wyjeździe. Śniadanie przygotowaliśmy z braciszkiem, potem towarzystwo się najadło, wypiło kawę i pojechało do domów. Została mi pustka. Jak cicho, jakbym była sama na tej planecie. Inka, weź się w garść, powiedziałam do siebie, tylko dlaczego ta moja garść taka mała? Muszę się zorganizować i pomyśleć o jakimś wyjeździe, tylko dokąd? Morze? Góry? A może jeziora? Nie, jeziora zdecydowanie nie! Zatem morze. To zacznij Inka dzwonić, i wyruszaj w drogę, wrócisz po paru tygodniach odmieniona.

WSPOMNIENIA XXXIV
19.04.2019 marzycielka69

Pełna nadziei na dobry odpoczynek wyruszyłam nad morze. Droga daleka, ale co tam, dojadę w parę godzin. Nie cierpię podróży, no cóż, muszę jakoś się dostać na ten odpoczynek. Obiecałam sobie, że będę całymi dniami chodziła po plaży i napawała się pięknem naszego Bałtyku. Kiedy to ja byłam nad morzem? Jakoś nie mogę sobie przypomnieć. Mniejsza o to, teraz sobie nadrobię te braki. Na miejsce dotarłam już o zmroku. Nie pora na spacery. Odpocznę po podróży i popiszę trochę. Mam tyle do powiedzenia mojej książce, a czasu mam mało. Hotel jak hotel, przytulny bez przepychu, ale ile trzeba człowiekowi żeby odpoczywał? Moja wyobraźnia już mnie popychała do działania, zatem powietrze mi sprzyja. Zjadłam kolację, i otworzyłam laptopa. Kiedy się ocknęłam było już dobrze po północy. No tak, znowu to samo, nie mam umiaru kiedy piszę. Spałam spokojnie, ani razu się nie przebudziłam, Od wielu lat dopiero dzisiaj czułam się wyspana. No Inka, powiedziałam sobie, czas delektować się piękną naturą, zatem śniadanie i w drogę. Nad morzem jeszcze nie było wielu ludzi, zatem spokojnie mogłam spacerować i delektować się wiatrem, który muskał moją twarz. Czułam jego delikatny dotyk, jakby mnie pieścił swoim oddechem. Pięknie, pomyślałam, dlaczego ja wcześniej o tym sobie nie przypomniałam. Powietrze miało zapach świeżości, lekko muskało moje płuca. Jak przyjemnie, nic nie muszę, nawet myśleć o tym co zostawiłam za sobą. No i mam szczęście, podbiegł do mnie pies. W pierwszej chwili się wystraszyłam, ale on wesoło merdał ogonem, więc go pogłaskałam. Zadowolony piesek polizał mnie po ręce. No nieźle, pies mnie całuje. Rozbawiło mnie to a i piesek tańczył koło mnie. Lord, zostaw panią. Za moimi plecami stanął mężczyzna, i miał niebieskie oczy. Przepraszam panią, on tak ma, lubi kobiety. Fajny piesek, powiedziałam, tylko może kogoś wystraszyć. A pani na wakacjach?- Zapytał nieznajomy. Tak, na parę dni przyjechałam zobaczyć morze. Ja jestem tutaj codziennie, bo mieszkam niedaleko, a Lord lubi tu przychodzić. To ma pan zawsze fajny spacerek, powiedziałam. Paweł jestem, powiedział mężczyzna i wyciągnął do mnie rękę. O nie, tylko nie Paweł - wydawało mi się, że pomyślałam, ale w rzeczywistości powiedziałam na głos. Dlaczego nie Paweł? - Zapytał. A nic, głośno myślę, przepraszam, już pójdę. A jak ma pani na imię, zapytał. Inka - powiedziałam i sobie poszłam. Będę tu wieczorem, przyjdziesz? Po co, pomyślałam, żebyś mnie zranił?

WSPOMNIENIA XXXV
20.04.2019 marzycielka69

Następnego dnia pogoda była piękna. Moja pierwsza myśl po przebudzeniu skierowała mnie nad morze. Zatem po śniadaniu poszłam spacerkiem na plażę, gdzie już sporo plażowiczów rozkładało swoje ręczniki i koce. Słońce pięknie świeciło i coraz wyżej wchodziło na niebo, aż w końcu stanęło w zenicie. Stanęłam nad samym brzegiem. Woda obmywała moje stopy, a ja wystawiłam twarz do słońca, aby choć na chwilkę poczuć jego ciepłe promienie.
Wiatr muskał moje włosy i moją twarz. Patrzyłam na wodę, wybrałam sobie jedną falę, która zmierzała do brzegu, za nią biegły kolejne i tak jedna za drugą rozbijały się o brzeg, a następne już biegły na spotkanie z nicością. Mewy w powietrzu zataczały koła wydając z siebie głosy sobie tylko zrozumiałe. Jesteś, usłyszałam za sobą głos. Obejrzałam się, za mną stał Paweł numer dwa. Jestem, a gdzie Lord - zapytałam. Już biegnie, dorwał jakiś patyk, zaraz ci go poda, Paweł numer dwa był w dobrym humorze. Faktycznie, zaraz podbiegł Lord zadowolony z siebie z patykiem w zębach. Jak niewiele trzeba żeby życie cieszyło. Wzięłam patyk od Lorda i rzuciłam. Skąd wiesz, że lubi biegać za patykami - zapytał Paweł numer dwa. Jak to skąd, przecież jest psem - odpowiedziałam. Gdzie mieszkasz Inka - zapytał Paweł numer dwa. Miał ciepły głos i te cholerne niebieskie oczy. Na samej granicy, ale to chyba nie jest istotne, prawda? Nie chciałam, żeby za dużo pytał, bo to przecież Paweł, wprawdzie numer dwa, a jednak Paweł. Jesteś tajemnicza - Paweł numer dwa nie dawał się zbyć byłe jakimś słowem, a ja nie chciałam mu mówić za wiele, bo i po co? A ty co robisz, jak nie spacerujesz po plaży i nie podrywasz kobiet? Paweł numer dwa zaśmiał się radośnie. Nie podrywam za bardzo, powiedział Paweł numer dwa, chyba że mnie jakaś zaintryguje. A dużo cię już zaintrygowało? Teraz ty jesteś wścibska - powiedział rozbawiony i patrzył na mnie tymi swoimi błękitami. Nie patrz tak, powiedziałam, bo mnie zauroczysz i będziesz miał problem, Problem, jaki problem, Paweł numer dwa był rozbawiony, to będzie zaszczyt dla mnie. Dobrze, bo zabrniemy w ślepy zaułek - powiedziałam, idę na obiad, bo już zrobiło mi się głodno. A mogę cię zaprosić na obiad - zapytał Paweł numer dwa. Nie, chociaż dziękuję za zaproszenie, ale nie chcę przez ciebie płakać. Dlaczego płakać - zapytał. Bo jesteś Paweł numer dwa. Nie rozumiem - już się nie uśmiechał tylko wyczekiwał na odpowiedź. Bo właśnie się rozwodzę z moim mężem Pawłem - odpowiedziałam i poszłam, pozostawiając osłupiałego Pawła numer dwa wpatrzonego we mnie. O czym myślał?
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW