REKLAMA 83 - 120
 

WSPOMNIENIA 8                






WSPOMNIENIA XXXVI

20.04.2019 marzycielka69

Wieczorem wzięłam laptopa i usiadłam na tarasie. Pięknie śpiewały ptaki, a drzewami leciutko poruszał wiatr. Nieźle, pomyślałam sobie, taka pogoda sprzyja marzeniom, Wzięłam się za pisanie. Akcja szła spokojnie w mojej powieści. Taki był zamiar, przedstawić problem w sposób delikatny. Kiedy się ocknęłam już zmierzchało. Uciekam, bo mnie komary dopadną, pomyślałam sobie i zamknęłam laptopa. Teraz tylko kąpiel, kolacja i uciekam w objęcia Morfeusza. Ranek wstawał pochmurny, dzisiaj zapewne popada deszcz. Ale to nie powód, żebym nie poszła nad morze, po to przecież przyjechałam tutaj. W deszczu można sobie nawet popłakać, więc razem z niebem cichutko wylejemy swoje łzy. Deszcz mnie trochę ochlapał, a niech sobie pada, przecież to maj, deszczyk ciepły się przyda. Nad samym morzem było niewielu ludzi. Tak samo jak ja spacerowali sobie nie zważając na deszcz. Dzień dobry Inka, Paweł pojawił się znienacka. Lubisz deszcz - zapytałam. Lubię, zwłaszcza teraz kiedy Lord pojawił się w moim życiu - odparł Paweł numer dwa. No tak Lord, a gdzie go masz - zapytałam. Już leci, znowu dorwał patyka. Jakie słodkie życie ma ten pies, niczym się nie przejmuje - powiedziałam, i wlepiłam wzrok w psa. Inka przepraszam za wczoraj, ale nie wiedziałem. Skąd mogłeś wiedzieć, odparłam. Zmokniesz, może pójdziemy gdzieś pogadać - zapytał Paweł numer dwa. Możemy pójść, a daleko - zapytałam. Nie, niedaleko jest kawiarnia, dają niezłą kawę - powiedział. Ja jednak wolę sok i jakieś ciacho - powiedziałam. Dobrze, Paweł numer dwa już był uśmiechnięty i te niebieskie oczy. Tylko poczekasz chwilkę, zaprowadzę Lorda do domu - Paweł numer dwa już założył smycz Lordowi. Po niespełna dziesięciu minutach był z powrotem. Kawiarenka faktycznie była przytulna i spokojna. Leciutko grała muzyka zapewne z radia. Usiedliśmy w rogu lokalu i zapadła cisza. W końcu zamówiliśmy; ja sok a Paweł numer dwa kawę. Zmokłaś trochę, powiedział. Trochę, ale to nic, jest ciepło to wyschnie szybko, powiedziałam do niego. Inka, co się stało z waszym małżeństwem - zapytał. Taka proza życia, powiedziałam, zdrada. Nie patrz tak na mnie, proszę cię, powiedziałam do niego, bo wlepił we mnie te swoje błękitne oczy. Czy twój mąż ma niebieskie oczy?Tak, jak dwa chabry. To dlatego ci go przypominam. No niestety, tak. To będę miał ciężko żebyś mi zaufała. Na to nie licz - powiedziałam, na zaufanie pracuje się bardzo długo. Tak, wiem - powiedział, a traci w sekundę.





WSPOMNIENIA XXXVII
24.04.2019 marzycielka 69

Przyszedł czas powrotu do domu. Paweł numer dwa starał się przedłużyć mój pobyt. Jednakże ja już chciałam wracać. Po co mam się przyzwyczajać do niego. Ale postanowiliśmy, że będziemy utrzymywać ze sobą kontakt telefoniczny i internetowy. Po paru godzinach byłam w domu. Mieszkanie przywitało mnie pustką i ciszą. A czego się spodziewałam, przecież na mnie nikt nie czeka, a Pawła numer dwa zostawiłam nad morzem. Zadzwoniłam do adwokata, żeby się dowiedzieć co w sprawie rozwodowej słychać. Dowiedziałam się, że wkrótce ostatnia sprawa się szykuje i będziemy mieli małżeństwo za sobą. Jednakże trudno się do tej myśli przyzwyczaić. Moje życie zmieni się całkowicie. Nie będzie Pawła numer jeden a może będzie Paweł numer dwa? Zadzwoniłam do Anki, ciekawe czy są w domu. Anka odebrała telefon ale nakrzyczała na mnie, że robi pierogi a ja jej przeszkadzam. Dobrze, powiedziałam, to ja idę do ciebie na pierogi. Opowiadaj, powiedziała Anka kiedy tylko usiadłam do lepienia pierogów. A co mam ci powiedzieć, zapytałam. Może tak jaki on jest? Jaki on jest - zawiesiłam głos. Nie zastanawiałam się jaki jest. Ma niebieskie oczy. Inka, bo cię trzasnę,- Anka się zdenerwowała na mnie - mów czy ci się podoba. Już nie krzycz, pewnie że się podoba inaczej bym się z nim nie afiszowała, ba, nawet bym nie rozmawiała. To kiedy przyjedzie do ciebie? Ojej, miałam zadzwonić jak dojadę, przypomniałam sobie i złapałam za telefon. Wyszłam do pokoju, żeby swobodnie porozmawiać. Jak dojechałaś ?- zapytał Paweł numer dwa. Dojechała spokojnie, tylko jeden postój zrobiłam sobie. I tak spokojnie przegadaliśmy dobrą godzinę. W końcu wyszłam do kuchni, a w kuchni był już Grzesiek i pałaszował pierogi. No nie, a ja sama będę jadła, zapytałam? I co, stęsknił się, Anka była ciekawa naszej rozmowy, ciekawe czy podsłuchiwała. Nie pytałam, ale dobrze się nam rozmawia. Inka, Grzegorz musiał wsadzić swoje pięć groszy, jak przyjedzie to go przyprowadź do mnie ja chcę go trochę poobserwować jako psycholog. Może to i dobra metoda, zobaczę, tylko żebyś go nie zepsuł tak jak Pawła numer jeden. To sobie ich ponumerowałaś, zapytał Grześ? Jakoś muszę ich rozróżnić, powiedziałam i zaczęłam delektować się pierogami. Wieczorem w domu włączyłam komputer i zobaczyłam wiadomości od Artura. Zapomniałam, że on istnieje. Widocznie nie był aż tak ważny dla mnie.






WSPOMNIENIA  XXXIV
26.04.2019 marzycielka 69

Czas z Pawłem numer dwa szybko minął. Rozmowy nasze były rzeczowe i dotyczyły naszej przyszłości, dlatego pełna nadziei czekałam na jego powrót i w końcu na rozwód. Całymi godzinami mieliśmy włączone skype więc nie czułam zbytnio tęsknoty. Paweł numer jeden odgrażał się, że ma na mnie dużo haków, że mnie załatwi przed sądem i takie tam banialuki. Już mnie to nie interesowało. Anka była zachwycona Pawłem numer dwa, a ja dostałam dar od losu. Paweł numer dwa szykował się do przeniesienia swojego biznesu do mojego miasta, ale chciałam, żeby poczekał aż zakończę batalię z Pawłem numer jeden. Pewnego ranka wybrałam się do parku odwiedzić wiewiórki, była ładna pogoda aczkolwiek już powiało chłodem. Moje myśli były przy Pawle numer dwa, tak bardzo bałam się zakochać, że tłumiłam w sobie uczucie ale ono miało inne na mnie plany. Na jednej z ławeczek siedziała Sonia. Podeszłam do niej i usiadłam obok. Początkowo Sonia mnie nie zauważyła, a ja nie chciałam jej tak od razu zarzucać pytaniami więc poczekałam aż mnie zauważy. W końcu odwróciła głowę i ujrzałam oczy pełne bólu i błagania. Sonia, co się dzieje, zapytałam? Nic, odparła, jestem głodna. To choć, kupię ci coś do jedzenia - powiedziałam. Muszę zadzwonić do Artura, przemknęło mi przez myśl. Szłyśmy z Sonią do najbliższego sklepu a ja się zastanawiałam jak to zrobić, żeby mi nie uciekła. Wyjęłam telefon a kiedy Artur odebrał powiedziałam miłym głosem; kochanie, jestem przy sklepie na Chopina, przyjdź szybko po mnie. Artur z początku nie załapał, ale po paru sekundach powiedział tylko - już idę. Biegł jak małe dziecko kiedy ma dostać lizaczka. Sonia jeszcze nie zdążyła zjeść bułki. Dziękuję ci Inka. Soniu, jak ja się cieszę, że jesteś - powiedział do córki i przytulił ją mocno. Zostawiłam ich, mam czyste sumienie, a co dalej będzie z nimi, któż to wie, może Sonia w końcu pójdzie na odwyk. Chyba pójdę na zakupy, pomyślałam, przyda mi się coś nowego. Zadzwoniłam do Anki. Anka nie miała czasu, z mężem zaplanowali sobie wycieczkę za miasto, zatem idę sama coś sobie kupić, to tak dla lepszego humoru.Czas z Pawłem numer dwa szybko minął. Rozmowy nasze były rzeczowe i dotyczyły naszej przyszłości, dlatego pełna nadziei czekałam na jego powrót i w końcu na rozwód. Całymi godzinami mieliśmy włączone skype więc nie czułam zbytnio tęsknoty. Paweł numer jeden odgrażał się, że ma na mnie dużo haków, że mnie załatwi przed sądem i takie tam banialuki. Już mnie to nie interesowało. Anka była zachwycona Pawłem numer dwa, a ja dostałam dar od losu. Paweł numer dwa szykował się do przeniesienia swojego biznesu do mojego miasta, ale chciałam, żeby poczekał aż zakończę batalię z Pawłem numer jeden. Pewnego ranka wybrałam się do parku odwiedzić wiewiórki, była ładna pogoda aczkolwiek już powiało chłodem. Moje myśli były przy Pawle numer dwa, tak bardzo bałam się zakochać, że tłumiłam w sobie uczucie ale ono miało inne na mnie plany. Na jednej z ławeczek siedziała Sonia. Podeszłam do niej i usiadłam obok. Początkowo Sonia mnie nie zauważyła, a ja nie chciałam jej tak od razu zarzucać pytaniami więc poczekałam aż mnie zauważy. W końcu odwróciła głowę i ujrzałam oczy pełne bólu i błagania. Sonia, co się dzieje, zapytałam? Nic, odparła, jestem głodna. To choć, kupię ci coś do jedzenia - powiedziałam. Muszę zadzwonić do Artura, przemknęło mi przez myśl. Szłyśmy z Sonią do najbliższego sklepu a ja się zastanawiałam jak to zrobić, żeby mi nie uciekła. Wyjęłam telefon a kiedy Artur odebrał powiedziałam miłym głosem; kochanie, jestem przy sklepie na Chopina, przyjdź szybko po mnie. Artur z początku nie załapał, ale po paru sekundach powiedział tylko - już idę. Biegł jak małe dziecko kiedy ma dostać lizaczka. Sonia jeszcze nie zdążyła zjeść bułki. Dziękuję ci Inka. Soniu, jak ja się cieszę, że jesteś - powiedział do córki i przytulił ją mocno. Zostawiłam ich, mam czyste sumienie, a co dalej będzie z nimi, któż to wie, może Sonia w końcu pójdzie na odwyk. Chyba pójdę na zakupy, pomyślałam, przyda mi się coś nowego. Zadzwoniłam do Anki. Anka nie miała czasu, z mężem zaplanowali sobie wycieczkę za miasto, zatem idę sama coś sobie kupić, to tak dla lepszego humoru.

WSPOMNIENIA XL
26.04.2019 marzycielka 69

Był piękny ranek polskiej jesieni kiedy ja szykowałam się do ostatniej sprawy rozwodowej. Anka poszła ze mną, żebym nie czuła się osamotniona. Mój adwokat obiecał, że pójdzie sprawnie, bo chodzi o werdykt końcowy. Kiedy weszłam na salę mój jeszcze mąż siedział tam ze spuszczoną głową. Ja natomiast pełna nadziei na zakończenie już nie istniejącego małżeństwa. Werdykt został w końcu odczytany, zatem jestem wolna. Idziemy na kawę, powiedziałam do Anki kiedy wyszłyśmy z budynku sądu. Zadzwonię do Pawła numer dwa, powiedziałam do Anki. Kochanie, już po wszystkim, możesz przyjeżdżać. Paweł krzyknął mi do ucha; w końcu, i radośnie oznajmił, że będzie jutro. Kawa z Anką tym razem była w świetnym nastroju. Naładowana dobrą energią zastanawiałam się co zrobić z resztą dnia. Postanowiłyśmy z Anką, że we troje zjemy obiad i sobie trochę poplotkujemy, może zaplanujemy jakiś wyjazd. Ale na przyszłość to ja już miałam plany z Pawłem numer dwa. Wieczorem rozmawiałam na skype z Pawłem numer dwa, ale szykował się do przyjazdu do mnie więc w końcu poszłam spać. Fajnie, rano Paweł będzie już u mnie. Kiedy następnego dnia obudziłam się, szybko poszłam po pieczywo i takie tam inne produkty. Nie będzie potem czasu na zakupy. Paweł był przed południem. Jak zwykle dostałam piękne kwiaty, które rozjaśniły pokój. Opowiedziałam Pawłowi przebieg rozprawy. Ważne, że już masz to za sobą, powiedział. Tak Pawełku, też się cieszę. Inka, pójdziemy wieczorem do jakiejś restauracji? Zdziwiłam się, przecież możemy sami zrobić sobie kolację - powiedziałam. Ale możemy przecież choć raz wybrać się gdzieś a nie tylko siedzieć w domu, proszę. No dobrze, pójdziemy, powiedziałam. A może zaprosisz swoich przyjaciół, będzie fajnie. No to nam się szykuje imprezka - pomyślałam. Anka z Grześkiem chętnie się zgodzili. Poszliśmy wieczorem do spokojnej restauracji gdzie było mało gości a klimat bardzo przyjazny. Paweł był jakiś zdenerwowany. Kochanie, co się dzieje, zapytałam? Nic, tylko ja nie znam twoich przyjaciół dlatego tak się denerwuję - powiedziała Paweł. Anka z Grześkiem wciągnęli do rozmowy Pawła, który się trochę uspokoił. W pewnym momencie Paweł poprosił Grześka, żeby na chwilkę z nim porozmawiał. Panowie wyszli a my zastanawiałyśmy się o co chodzi. Kiedy wrócili Grzegorz był uśmiechnięty a Paweł na nowo zdenerwowany. To zdenerwowanie zaczęło się i mi udzielać. Muzyka w końcu popłynęła trochę głośniejsza, do stolika podszedł kelner z kwiatami i podał je Pawłowi. Teraz już zrozumiałam. Paweł ukląkł i poprosił mnie o rękę. Piękny pierścionek, pomyślałam. Tak kochanie, będziemy już razem, mam nadzieję, że na zawsze - moja radość nie była udawana.
Kreator stron - łatwe tworzenie stron WWW